GENERAL

Co Pawłow ma do koni? Warunkowanie klasyczne.

Ha! Ten temat kręci mnie jak winyl w gramofonie. Żadna inna istota nie dorównuje człowiekowi jeżeli chodzi o umiejętność uczenia się. Ewolucyjnie, w wyniku selekcji pewne cechy behawioralne „wygrywały” z innymi, były bardziej optymalne w danym środowisku dla danego gatunku. Wszyscy dobrze wiemy o jakich końskich cechach mowa… reklamówka! I dzidaaaaaa! Takie wyposażenie genetyczne jest przekazywane „z pokolenia na pokolenie”. Wrodzone zachowania pozwalają na wejście naszemu koniczkowi do tego dziwnego świata z gotowością do działania prawie od razu po urodzeniu, wstaje, chodzi, biega, jest to korzystniejsze od adaptacji poprzez uczenie się, bo omija niebezpieczny czas w którym zwierzę nie wie jak funkcjonować – być albo nie być koniu, jak mawiał Szekspir! Jednak to całe środowisko może być zmienne, ha! Na szczęście konie nie muszą tylko polegać na podstawowym genetycznym pakiecie od ewolucji, ale bez problemu potrafią przystosować się do zmian – czyli uczyć zupełnie nowych zachowań, taka wersja premium. Tę łatwość nauki wykorzystujemy za każdym razem, kiedy czegoś od nich chcemy, czy to popędzać na sznurku, czy pojechać w teren, czy wygrać wojenkę, czy poćwiczyć salta w tył na białym kwarcu…

Na początku przypomnę graf dzielący uczenie się na to z utworzeniem skojarzenia (czyli asocjacyjne) i bez. Wiecie, że już Arystoteles (384-322 p.n.e.) sformułował cztery prawa kojarzenia? Niesamowite! Asocjacja to skojarzenie myślowe, uczenie asocjacyjne to takie z utworzeniem skojarzenia między bodźcami. Dla utworzenia asocjacji według słynnego filozofa ze Starożytnej Grecji wymagane są cztery warunki: styczność (bliskość) w czasie, w przestrzeni, podobieństwo i kontrast.


Dziś zajmiemy się drugim poziomem piramidy czyli warunkowaniem klasycznym lub też warunkowaniem I rzędu, tym „prostszym”, podobno. U podstaw piramidy leży habituacja jako najprostsza forma uczenia się, tych którzy nie czytali zapraszam – TUTAJ. Mam nadzieję, że nie odpadniecie po pierwszym akapicie.

1. Wprowadzenie teoretyczne

By sprawnie pisać eseje, na początek musimy poznać choć kilka liter, więc by usystematyzować wiedzę zacznę od kilku podstawowych pojęć do których będę wracać w dalszej części artykułu. Jeżeli jesteś psychologiem, biologiem, freak’iem teorii uczenia się to możesz spokojnie przeskoczyć dalej, ale z moich dyskusji z koniarzami wynika, że na słowa warunkowanie, bodziec, reakcja, po prostu kiwają głową przyznając, że coś tam kiedyś było w szkole, jakiś gościu z brodą chyba Pawłow karmił psy, a one się śliniły i jakoś tak… ale co mają do tego konie? Ano zaraz wam pokażę, że mają. Warunek to czynnik, od którego uzależnione jest istnienie lub zajście czegoś. Warunkowanie nie jest czymś złym. Zdarzyło mi się słyszeć z ust koniarzy „my nie warunkujemy naszych koni”. Jest to możliwe jedynie wtedy gdy nie ma się z nimi w ogóle kontaktu. Warunkowanie jest podstawowym mechanizmem uczenia się wszystkich zwierząt, również ludzi (na przykład fobie – nadmiernie silne emocjonalne reakcje w odpowiedzi na „zwykłe” niezagrażające obiekty, P.S. wszystkie pająki są szczególnie miło witane w moich skromnych progach, brrrrrrrr, mdleję…).

Wracając do naszego składania literek.
Bodziec, inaczej stimulus (S) – to czynnik wywołujący reakcję (R). Taki bodziec może mieć różny charakter, może być miły czyli apetytywny, niezbyt miły czyli awersyjny lub neutralny czyli obojętny.
Spójrzmy na te przykłady:

światło (S) –> zmniejszenie średnicy źrenicy (R),
podmuch powietrza (S) –> mrugnięcie (R),
ogień (S) –> zabranie ręki (R),
zimno (S) –> „gęsia skórka” (R).

Co je łączy? To przykłady bodźców i reakcji bezwarunkowych. Reakcja bezwarunkowa inaczej wrodzona, automatyczna, zwanej też odruchową, to taka która przebiega bez świadomości i woli, czyli nerwy wywołują jakiś odruch przed powiadomieniem o tym naszego mózgu. Tych reakcji nie musimy się uczyć, konie też nie muszą, one są genetycznie zaprogramowane, nie podlegają zmianom i nie zanikają.

A bodźce i reakcje warunkowe? Czym się różnią od tych bezwarunkowych? Zachodzą przy udziale woli, za pośrednictwem ośrodków kory mózgowej, mają dla organizmu znaczenie adaptacyjne. Reakcje warunkowe są nabyte, wyuczone i powstają w ciągu całego życia, można je kontrolować i modyfikować, a nieutrwalane słabną lub całkowicie zanikają.

czerwone światło (S) -> wciśnięcie hamulca (R)
przejście dla pieszych (S) -> rozglądanie się (R)
wycieraczka (S) -> wycieranie butów (R)
Twoje imię (S) -> odwrócenie głowy (R)

Sprawdźmy czy rozumiemy różnicę między reakcją bezwarunkową a warunkową. Kojarzycie taki żółty owoc o nazwie cytryna? Jeżeli włożycie cytrynę do buzi (S) to z pewnością zaczniecie wydzielać ślinę (R) – dzieje się zupełnie bez naszej woli – jest bezwarunkowe. A teraz intensywnie pomyślcie o cytrynie (S) – jak wygląda, jaki ma zapach, kształt – czy macie więcej śliny w ustach (R)? Tym razem to reakcja warunkowa – wyuczona i oczywiście nie wystąpi jeżeli jeszcze nigdy w życiu nie jadłeś cytryny. Czyż nie jest to fascynujące?

BEZWARUNKOWE = WRODZONE
WARUNKOWE = NABYTE

Jako jednego z pierwszych badaczy procesu uczenia się podaje się psychologa z Niemiec Pana Hermanna Ebbinghausa, który badał co prawdę sam siebie, ale stworzył dwie piękne krzywe – krzywą uczenia się i krzywą zapominania. Po nim na scenę wkracza rewolucyjny Iwan Pietrowicz Pawłow (1849-1936) i zaczyna się przełom…

2. Podróż w przeszłość

Czy na pewno Rosjanin był pierwszy? W USA też w tym czasie badano odruchy, ale sławny stał się Pan Pawłow, no i oczywiście dostał Nobla w dziedzinie medycyny chociaż akurat za wieloletnie badania nad fizjologią trawienia. Co on tam badał? Zadałam sobie trochę trudu, żeby przeszperać Internety i zobaczyć co tam pisze się o psach i ich miłośniku Panu Iwanie. Opisywanych wersji jego doświadczenia jest wiele, każda inna. Jedni piszą, że psy śliniły się na dźwięk dzwonka, gwizdka, kamertonu, metronomu, zapalenia światła… Nie ma to tak naprawdę znaczenia w tym momencie, mimo, że kilku naukowców wciąż się o to spiera – te wszystkie bodźce miały wspólną cechą, czyli charakter neutralny. Jako fizjolog, badacz układu trawienia, Pan Pawłow zakładał psom przetoki (takie rurki z wyjściem na zewnątrz) na całej długości przewodu pokarmowego od ślinianek, przez żołądek, nawet w jelicie grubym, przez co miał „dostęp” do wydzielin, które mógł badać zarówno ilościowo jak i jakościowo. Tak samo było z jego najbardziej rozsławionym eksperymentem. W pierwszej kolejności psom chirurgicznie do ślinianki podłączano kaniulę (zbiorniczek na zewnątrz) by móc fizycznie zmierzyć objętość wydzielonej śliny, potem psy były unieruchamiane w specjalnych uprzężach i rozpoczynano eksperyment, który polegał na umieszczaniu mięsnej mączki na psim języku i pomiarze ilości wydzielonej śliny. I tu objawił się geniusz Pawłowa, który zauważył, że (tu też jest kilka wersji) psy wydzielają ślinę na sam widok asystentów, którzy je karmili lub też w momencie zakładania uprzęży – mówiąc krótko znacznie wcześniej niż pokarm znalazł się w paszczy. Ten „efekt uboczny” zafascynował naszego brodatego badacza, który od tej pory zajął się zgłębianiem zjawiska, które znamy pod nazwą warunkowania klasycznego. Jest to proces, w którym początkowo neutralny bodziec warunkowy, poprzez powtarzalne występowanie w parze z bezwarunkowym – biologicznie znaczącym (!), osiąga zdolność wywołania reakcji, która występowała tylko na bodziec bezwarunkowy.

Jedzenie (bodziec bezwarunkowy) -> ślinienie (reakcja bezwarunkowa)

Etap nauki -> tworzy się skojarzenie między bodźcami jedzenie+dzwonek -> reakcja ślinienie

Sam dzwonek (bodziec warunkowy) -> ślinienie (reakcja warunkowa)

Jeśli bezpośrednio przed podaniem psu pokarmu zadzwoni dzwonek, to po kilku próbach na sam dźwięk dzwonka pies zaczyna wydzielać ślinę. Przed eksperymentem dzwonek nigdy nie wywoływał reakcji ślinienia, a więc pies nauczył się, że to co zawsze pojawia się przed jedzeniem, jest sygnałem karmienia – takim sygnałem informacyjnym. Poczytajcie sobie o jednym z bardziej popularnych eksperymentów w psychologii czyli Pan Watson i Pani Rayner oraz mały chłopiec o imieniu Albert (link w piśmiennictwie), a jeżeli chcecie na szybko przykład koński to przypomnijcie sobie co się dzieje wieczorem w stajni tuż przed kamieniem koni. Kiedy zaczyna się zamieszanie i ogólne podniecenie? W momencie gdy jedzenie jest już w żłobie? A może chwilę wcześniej? Może jak stajenny wchodzi do paszarni, albo jak rozsypuje jedzonko do wiaderek, albo jak słychać dźwięk wózka z owsem? Ile wcześniej konie już wiedzą co się święci?

3. Jak to się dzieje?

Nie jest oczywiście tak, że raz zaprezentujemy razem dwa bodźce i pyk magia, szast-prast, powstała asocjacja (skojarzenie). Wielkość reakcji warunkowej może być przedstawiona jako funkcja liczby połączeń między bodźcami, w tym wypadku wzrasta stopniowo wraz z liczbą powtórzeń. Na wykresie zwanym krzywą warunkowania, która ma charakterystyczny esowaty kształt w pierwszym etapie nauki obserwujemy proces nabywania, następnie po pewnej liczbie powtórek występuje skok szybkiego warunkowania, a następnie znowu wolniejszy etap, pewną stabilizację reakcji. Funkcja warunkowania jest dość podobna do krzywej uczenia ale różni się od tym, że na początku obserwujemy mniejszą zmianę, a w przypadku funkcji uczenia się to na początku zazwyczaj zmiana jest największa. A co jeśli przestajemy łączyć dwa bodźce? Czyli tylko dzwonimy psom dzwonkiem bez podania jedzenia albo stajenny tłucze wiadrami cały dzień, ale ani razu w efekcie nie nakarmił koni? Czy zaczną olewać te jego wygłupy? Jak tak to kiedy? Okazuje się, że wielkość reakcji maleje wraz z liczbą prób kiedy brakuje nam bodźca bezwarunkowego (u nas jedzenia) – dochodzi do procesu wygasania. Jest to podobny proces do zapominania z taką różnicą, że przy wygasaniu musimy prezentować bodziec warunkowy bez bezwarunkowego, a przy zapominaniu nie prezentujemy żadnych bodźców… czekamy aż samo się ulotni.

Czy następstwo czasowe ma znaczenie? Okazuje się, że siła warunkowania ma również związek z odstępem czasowym pomiędzy bodźcami. Bodziec warunkowy musi wystąpić przed i to najlepiej jak najbliżej bodźca bezwarunkowego. Stukanie wiadrami, tańce z wózkiem po tym jak konie już skończą kolację nie wywołają asocjacji – nie dojdzie to utworzenia skojarzenia jeśli bodziec warunkowy następuje po bezwarunkowym. Wykazano, że maksymalne warunkowanie osiągnięto przy odstępach czasu od 250 do 750 milisekund pomiędzy bodźcem warunkowym a bezwarunkowym i takie wartości czasu podaje się dla optymalnego warunkowania w większości paradygmatów. To samo będzie miało przełożenie na warunkowanie u koni, czyli nasze szkolenie będzie najskuteczniejsze wtedy, gdy odstęp czasowy między bodźcami będzie mniejszy niż jedna sekunda (to jest właśnie ten osławiony timing, wyczucie czasu, działanie wczas), przy większych odstępach warunkowanie trwa dłużej lub wcale nie zachodzi.

4. A jeszcze dokładniej?

Według badań różne mechanizmy neuronalne leżą u podstaw warunkowania klasycznego u różnych organizmów, a nawet różne mechanizmy zachodzą w przypadku warunkowania klasycznego w tym samum organizmie. Zakręcone, nie ma co. Pamiętacie tego słodkiego ślimaczka Aplysia californica, Erica Kandela i jego nagrodę Nobla? Na jego podstawie tłumaczyłam jak dochodzi do habituacji, więc teraz pomoże nam zrozumieć nieco lepiej warunkowanie klasyczne. W przypadku habituacji wyglądało to tak (uwaga autoplagiat): „Jeśli weźmiemy pipetkę i psikniemy strużką wody na ślimaczy syfon to jego skrzele się cofa. Powtarzając to samo 10 razy powodujemy osłabienie odruchu cofania skrzela – bingo! Ślimak olewa nasze psikanie, bo krzywda mu się nie dzieje i w neuronach czuciowych syfonu dochodzi do zmniejszenia wydzielania neuroprzekaźników […]. Jeszcze raz powtórzmy, habituacja to osłabienie odpowiedzi na bodziec w wyniku jego częstego powtarzania, w efekcie czego neurony czuciowe nie pobudzają neuronów ruchowych (co wcześniej bez problemu im wychodziło).” Teraz jeżeli chcemy sprawdzić jak działa warunkowanie klasyczne to w tym samym momencie jak będziemy psikać strużką wody na syfon ślimaka (bodziec warunkowy) dodamy mały, nieszkodliwy, ale nieprzyjemny bodziec elektryczny w ogon (bodziec bezwarunkowy). Po pięciu powtórzeniach takiej podwójnej akcji (psik wodą+prądzik), samo psiknięcie wodą wywołuje dużo silniejszy odruch cofania skrzela niż na początku. Ha! Ślimak skojarzył dwa bodźce! Eureka! Ślimaka przebadano wzdłuż i w szerz, maksymalne warunkowanie zachodziło gdy psiknięcie wodą robiono 0,5 sekundy przed szokiem w ogon, a w ogóle nie doszło do warunkowania gdy psiknięto wodą dwie sekundy po prądzie (taki dość spóźniony bodziec warunkowy, po fakcie).

Nie będę tłumaczyć co się dzieje na poziomie komórkowym, bo po wielu różnych badaniach okazało się, że inaczej wygląda to u ślimaka morskiego, inaczej u mięczaka nagoskrzelca, inaczej u królika, więc na pewno inaczej u koni. U ssaków mamy różnice w samej budowie układu nerwowego, od rdzenia kręgowego do kory mózgowej, występują tu różne obwody i ich modyfikacje. Na ten moment nie można ustalić jednego wspólnego procesu neuronalnego u podłoża całego warunkowania klasycznego, ale mimo tego warunkowanie klasyczne na poziomie behawioralnym tworzy spójny obraz pomimo różnic w budowie OUN i na tym się skupmy. Dlaczego tak się dzieje? Warunkowanie klasyczne jest podobne na poziomie behawioralnym wśród wielu organizmów bo pełni taką samą funkcję – pozwala na reagowanie w antycypacji bodźca bezwarunkowego. Jeżeli temat samego warunkowania klasycznego kogoś zainteresował, to polecam lekturę książki „Uczenie się i pamięć. Integracja zagadnień”, gdzie autor John R. Anderson w naprawdę przyjemny sposób wprowadza czytelnika w temat uczenia się i pamięci.

5. Warunkowanie klasyczne a instrumentalne

W jeździectwie warunkowanie klasyczne odgrywa bardzo ważną rolę. Zarówno to zamierzone poprzez parowanie subtelnych wskazówek (dotykowych, wizualnych lub słuchowych) z wyuczonymi reakcjami, jak i nieumyślne poprzez skojarzenia pomiędzy niezliczonymi bodźcami zewnętrznymi z których istnienia jeździec może nie zdawać sobie sprawy. Przykład „Mądrego Hansa” ilustruje niezwykłe zdolności koni do klasycznego warunkowania i przekonuje, że konie mogą uczyć się rzeczy zupełnie innych niż początkowo zamierzone. Tak na marginesie dopowiem, bo może ktoś już coś słyszał o tych całych warunkowaniach… w kolejnym odcinku będziemy omawiać również warunkowanie instrumentalne (takie sławy jak Thorndike, Skinner, Konorski, Miller), które nazywane jest warunkowaniem sprawczym lub II rzędu. Między oboma warunkowaniem klasycznym a instrumentalnym istnieje ważna różnica. W warunkowaniu klasycznym bodziec warunkowy jest bezpośrednim sygnałem bodźca bezwarunkowego i jego wystąpienie wywołuje takie objawy jak sam bodziec bezwarunkowy. W przypadku warunkowania instrumentalnego bodziec warunkowy nie ma tej właściwości, jest zwykle sygnałem, że teraz można wykonać określony ruch, aby móc w dalszej kolejności uzyskać wzmocnienie. Czyli wzmocnienie pojawia się tylko wówczas, gdy koń wykona odpowiednią reakcję… Pięćdziesiąty raz powtórzę – w przypadku warunkowania klasycznego bodziec wyprzedza reakcję, a przy warunkowaniu sprawczym uzyskanie wzmocnienia (bardzo upraszczając: nagrody, kary, odpuszczenia) jest uwarunkowane wykonaniem reakcji. Warunkowanie klasyczne pozwala koniowi na powiązanie wydarzeń nad którymi nie ma kontroli. To zwiększa przewidywalność środowiska. W warunkowaniu operacyjnym koń działa w środowisku by uzyskać nagrodę lub uniknąć kary, więc powoduje że to środowisko jest w pewnym sensie bardziej przez niego kontrolowane.

Im częstsze i bardziej konsekwentne parowanie bodźca neutralnego (warunkowego) z bezwarunkowym tym silniejsza asocjacja powstaje. Zaobserwowano, że w przypadku skrajnego bólu lub przyjemności – skojarzenie może się utworzyć po jednym powtórzeniu. Bodziec warunkowy ma znaczenie sygnalizacyjne – bo daje znać organizmowi, że zaraz pojawi się inny bodziec o istotnym znaczeniu biologicznym, czyli ten bodziec warunkowy umożliwia przygotowanie się organizmu do czegoś biologicznie ważnego (smaczek, ból). Wielokrotne powtarzanie danego bodźca sprawia, że w mózgu dochodzi do zmian znanych jaki zjawisko neuroplastyczności. Ta cała plastyczność to zmiany strukturalne (tworzenie nowych połączeń pomiędzy neuronami, ich reorganizacja, adaptacja) w efekcie przetwarzanych informacji. Magia. Układ nerwowy żyje, iskrzy, zmienia się, więc wytwarzanie się nowych reakcji warunkowych, uczenie się, warunkowanie, powoduje że powstają nowe połączenia synaptyczne między zakończeniami neuronów – ach te synapsy, są naprawdę super. Koń który się uczy, pracuje, nie tylko bezmyślnie rzeźby swoje ciało niczym Seba na siłce, ale stymuluje mózg, OUN, układ nerwowy – on się rozwija, teraz nasza brocha by chciał to robić. Jak znaleźć motywację? Jak mu dać motywację? Parę ładnych lat temu zaczynając uczyć się jeździć konno, moja trenerka powiedziała mi, że to moje zadanie żeby koń chciał to wszystko dla mnie robić. Nie tylko ja mam się dobrze bawić na treningu, ale on również. Jeżeli ktoś się rodzi z talentem do koni, ma intuicję, czuja, oko, super dosiad, to super, zazdrościmy mu w pozytywnym znaczeniu. Takim osobom jest na pewno łatwiej, bo intuicyjnie wiedzą co i jak robić, takie samorodki, talenty, mistrzowie, co nie znaczy, że nie muszą nad sobą pracować. Nie przejmujcie się tym za bardzo, bo to są jakieś procenty a może promile (i od razu człowiek się zainteresował!), ale każdy może się tego nauczyć. Każdy! Nie ma że boli, nie ma że mam krótkie nogi, nie ma że nie mam kasy, nie ma że starość zagląda w oczy me, nie ma wymówek – ja Ci powiem, że możesz, a jak mi nie wierzysz to powie Ci to były prezydent Stanów Zjednoczonych „YES, YOU CAN!”. Ależ mam potok motywacyjnych frazesików, chyba zostanę kołczem, chociaż „couch potato” już jestem, więc może to też się liczy do ko(ł)czowania.

6. W świecie koni…

Przykłady warunkowania klasycznego w świecie końskim to na przykład podniecenie ogiera kryjącego w momencie, kiedy słyszy dźwięk niesionego ogłowia przez Pana Miecia, który zawsze prowadzi go do krycia. Kolejny przykład to gwizdanie za każdym razem kiedy koń sika! Że co proszę? Ano, okazuje się, że luzacy koni wyścigowych wykorzystują warunkowanie klasyczne by nauczyć konie sikać na zawołanie, kiedy po wyścigu trzeba pobrać próbkę moczu do badania na obecność niedozwolonych środków dopingujących. A wiecie, że na zagranicznych wycieczkach konnych po plaży wzdłuż oceanu albo innych egzotycznych wertepach konie są szkolone by zatrzymywać się na dźwięk gwizdka? Po to by w razie utraty kontroli taki żółtodziób nie całował Matki Ziemi, bo jeszcze się za bardzo uszkodzi, nie zapłaci, popsuje opinie… Aaaa i sznurek na szyi też może być rozpatrywany jako warunkowanie klasyczne. Ale jak to?

Jeźdźcy stosują warunkowanie klasyczne w pewnym sensie zastępując nacisk stosowany na początkowych etapach treningu (warunkowanie instrumentalne, wzmocnienie negatywne) nowymi bodźcami, które początkowo były dla konia bodźcami zupełnie neutralnymi (nie wywołały żadnej reakcji). Nazywa się to wzmocnieniem wtórnym, takimi wzmocnieniami mogą być słowa, gesty lub użycie dosiadu. Może mieć to korzystny wpływ na dobrostan koni, ponieważ warunkowanie klasyczne pozwala jeźdźcowi zastąpić czasem nieprzyjemne bodźce (będące efektem stosowania wzmocnienia ujemnego) za pomocą innych mniej inwazyjnych bodźców. Już tłumaczę dokładniej jak łączą się/kojarzą/parują wzmocnienia (domena warunkowania instrumentalnego) z bodźcami neutralnymi dzięki naszemu warunkowaniu klasycznemu. Okazuje się, że w końskiej głowie elegancko paruje się takie zapowiedzenie jakiegoś działania – czyli bodziec dość neutralny jakim jest dosiad (bodziec warunkowy) jego działanie wstrzymujące, popędzające bądź zmiana ciężaru – po której to następuje działanie łydki lub ręki (bodziec bezwarunkowy). Chociaż zmiany pozycji w siodle mogą do pewnego stopnia wywołać oczekiwane reakcję w sposób naturalny i koń niczego nie musi się tu uczyć, na przykład jak przesiądziesz się na jedną stronę siodła i koń zrobi krok w bok by odzyskać równowagę. Jednak myślę, że większość z was przyzna, że dość trudno byłoby nauczyć zielonego konia zatrzymywać się od samego dosiadu. Oczywiście możemy takiego młodziaka najpierw przygotować z ziemi, potem wsiadać zupełnie bez niczego na końskiej głowie i sprawdzać czy magia ziemi zadziała i nasz koń Huragan będzie zatrzymywał się od samego dosiadu, jednak większości osób odradzam takie sprawdziany (rezerwacja wykupiona dla mistrzów, czarodziei i hardcorów). Większość osób jednak założy coś temu młodziakowi na głowę i połączy na przykład wstrzymujące działanie tyłka (bodziec warunkowy) z wstrzymującym działaniem wędzidła/kantara/ogłowia bezwędzidłowego (bodziec bezwarunkowy). Po czasie ściśnięcie odwłoka może wystarczyć by koń z pełnego galopu zarył w ziemię bez dotknięcia wodzy – oto magia niewidocznych pomocy jeździeckich – skuteczne parowanie bodźców. Ta dam!

Wykorzystując mechanizm warunkowania klasycznego koń może wykazywać zachowania obronne lub ucieczkę w nieoczekiwany i niezrozumiały dla nas sposób. Takie zachowania obronne pojawią się bez uprzedzenia i w naszej ocenie bez wyraźnego powodu. Są one również nazywane „zachowaniami antycypacyjnymi”. Kiedy zachowania obronne zostaną połączone, poprzez warunkowanie klasyczne, z jakimiś bodźcami na przykład konkretna osoba wchodząca do boksu w celu wykonania zastrzyku (do tego zapach, widok strzykawki) koń w pewnym sensie może przewidzieć niepożądane zdarzenie (ból przy ukłuciu) i z wyprzedzeniem zacznie panikować, czytaj wykazywać zachowania obronne. To samo może się zdarzyć podczas pracy pod siodłem. Jeśli koń nauczył się stawać dęba z powodu błędów w stosowaniu wzmocnienia ujemnego (czyli odpuszczaniu nacisku/presji przez jeźdźca w nieodpowiednim momencie), skojarzy inne bodźce jako prognozę pojawienia się nieprzyjemnego nacisku poprzez warunkowanie klasyczne. Będzie stawał dęba każdorazowo w podobnej sytuacji czyli przed wystąpieniem niemiłej presji. Brak znajomości prostych mechanizmów uczenia się może być źródłem problemów z zachowaniem, ponieważ bodziec, który koń koduje, aby przewidzieć nadejście presji, może być bodźcem który trudno nam ludziom zidentyfikować, a zatem może być poza naszą kontrolą.

Koniarze często nieświadomie tworzą skojarzenie pomiędzy jakimiś konkretnymi słowami (dooooobry koooooń, taaaaaak, doooobrzeee), które dla zielonego konia nie znaczą nic i łączą je z czymś bardzo sympatycznym i miłym, czyli przysmaczkiem. Siła zbudowanego w ten sposób skojarzenia może być oceniana na podstawie stopnia, w jakim konie będą się starać dla zdobycia nagrody. Jeżeli skojarzenie między pierwotną i wtórną nagrodą jest zbyt słabe, takie zbyt luźne jak ta gumka w starych majtasach (czyli smaczek duuuużo później niż słowo) to jakość wykonywania ćwiczenia może zacząć się obniżać i jest to związane z naturalnym procesem zwanym wygasaniem. Jeżeli nagle zapomnimy dodawać smaczek do słów „dobry koń” (nie mówię, że za każdym razem, są różne schematy nagradzania), ale wiecie tak zapomnimy zupełnie, ciach, koniec, basta, finito, skończyło się przysmakowanie i przez kolejne tygodnie będziemy tylko mówić „dobry koń” w nadziei, że jest to wystarczająca nagroda dla konia, to na początku faktycznie skojarzenie będzie się utrzymywać, ale z czasem zacznie zanikać… i motywacja do powtórki jakiegoś zadania by w nagrodę znów dostać tylko „dobrego konia” zacznie spadać. A dla cukierka nawet raz na 3, 5, 7 powtórzeń warto się postarać, a nóż widelec łyżka teraz go dostanę. Smaczki i inne łapówki, czytaj wzmocnienia w kolejnym odcinku serialu o uczeniu się koni.

Cała umiejętność przy szkoleniu koni (i nie tylko) to częste powtarzanie, pielęgnowanie danego skojarzenia niczym rabatki w ogródku, bo asocjacje nie trwają wiecznie. Jest takie jedno końskie badanie z wykorzystaniem warunkowania klasycznego i koni. Szaleństwo! Skaczę pod sufit. Pani Uta Koning von Borstel, naprawdę znana persona w końskiej nauce badała siłę warunkowania na konkretny dźwięk (bodziec warunkowy) w połączeniu ze strasznymi z punktu widzenia konia rzeczami. Trzy sesje w każdej po 9 skojarzeń pomiędzy bodźcami bezwarunkowymi (takimi jak piłka rzucona w konia, przebicie balonu) powodowały za każdym razem zwiększone tętno – czytaj stres. Przez kolejne osiem dni nadal obserwowano reakcję stresową u tych koni tylko na sam słyszany dźwięk! Niesamowite, prawda? Co prawda to tylko jedno doświadczenie, więc oczywiście nie możemy powiedzieć, że u koni skojarzenie między bodźcami wygaśnie po ośmiu dniach. A wiecie, że na świecie istnieją dwa typy ludzi? 1) Ci, którzy potrafią ekstrapolować z niekompletnych danych. Ha ha ha! O matko jak mnie to śmieszy!

7. Różnicowanie i generalizacja

Patrząc na sam stosowany bodziec – każdy bodziec ma swój zakres, czyli działa odtąd dotąd, a dalej już nie działa. Bardzo fajnie pokazał to eksperyment z warunkowaniem klasycznym kiedy królikom prezentowano dźwięk o częstotliwości 1000 Hz i do tego dmuchano im lekko w oko (odruch mrugania). Okazało się, że największa reakcja jest właśnie na taką częstotliwość, ale króliki reagowały również na dźwięk o częstotliwości 500 Hz (połowę mniejsza częstotliwość) i 2000 Hz (połowę większa), ale znacznie słabiej i nie za każdym razem. To pokazuje, że każdy wyuczony bodziec ma swój pewien zakres działania i tu przychodzą dwa pojęcia – różnicowanie i generalizowanie.

Weźmy na przykład przyłożenie łydki do ruszenia stępem i kłusem (zapomnijmy na chwilę o działaniu dosiadem i rękami) – jak to się dzieje, że koń wie, że ma ruszyć stępem lub zakłusować od pierwszego kroku? Ano, mimo, że sygnał łydką jest podobny w swojej naturze do innych sygnałów łydką – samo miejsce działania łydek to jakieś pole o ograniczonej powierzchni (nie mówię o przypadkach zarzucania nogi aż do słabizny) to koń jest w stanie nauczyć się różnicować bodźce do ruszenia stępem czy kłusem. Tak samo jest z łydką przesuniętą do tyłu z zamysłem ograniczającym i łydką w tym samym miejscu ale z działaniem przesuwającym w bok – koń umie różnicować dwa dość podobne (ale jednak różne) bodźce. Oczywiście zaraz powiecie, że koń zawsze ma też podpowiedzi w formie dosiadu, wodzy czyli ustawienia czy zgięcia, ale uwierzcie mi że da radę robić lotne co tempo siedząc tyłem, od samych łydek, zresztą taki filmik gdzieś krąży w Internetach.

Omówiliśmy różnicowanie, a teraz mamy też pojęcie generalizacji bodźca, czyli jak na naszego konia który całe życie chodzi tylko pod nami wsiądzie obcy jeździec, no nie wiem taki Carl Hester, to nasz koń zrozumie o co mu chodzi i zagalopuje bez pudła na prostej czy nie? Ha! I teraz sprawdzian, okaże się że Karol wcale nie umie jeździć, albo gorzej, że nasz koń wcale nie jest takim szportem jak nam się wydawało. Wracając na ziemię, koń w swojej budowie jest dość specyficzny i my wrzucając swoje cztery szanowne litery też mamy pewne ograniczone pole do popisu, czyli gdzie i jaki bodziec możemy zastosować. Uwierzcie mi, że nawet jeździec z dłuższą nogą, w innym siodle, jeżdżący inną dyscyplinę, będzie w stanie ruszyć na prawie każdym, jako tako ujeżdżonym koniu. Codziennie na świecie miliony koni w rekreacji jeżdżąc pod różnymi jeźdźcami są przykładem na generalizację bodźców, czyli jak pacjent jako tako w okolicy od popręgu do zadu ściśnie to mam ruszyć. Im lepiej wyszkolony koń tym więcej bodźców musi potrafić różnicować, dlatego jego jeździec musi bardzo precyzyjnie przekazywać o co w danej chwili mu chodzi. Jadąc tylko dla przyjemności do lasu wystarczy by koń umiał w przód, stop, w prawo i w lewo. Taki Carl Hester dobrze wie, że jak jedzie lotne co tempo to jego pomoce są zawsze w punkt pomiędzy dwoma konkretnymi żebrami, można powiedzieć że trafia nie patrząc za każdym razem w pole kilku cm2 i za każdym razem dokładnie z siłą 4,4 N (celowe przerysowanie). Kto siedział kiedykolwiek na naprawdę doooobrze ujeżdżonym koniu ten wie o czym mówię. Próbujesz ruszyć stępem, koń robi trawers, próbujesz zagalopować, nidyrydy, wtedy przychodzi smutek, bo człowiek zdaje sobie sprawę jak nieprecyzyjny i chaotyczny jest w swoim jeździectwie. Kto ma możliwość, polecam spróbować. Nauka dla nas koniarzy – precyzja i powtarzalność stosowanych pomocy! Do generalizacji i różnicowania oczywiście wrócimy przy warunkowaniu instrumentalnym, bo jakżeby inaczej.

8. Przeciwwarunkowanie

Może pamiętacie a może nie, ale pisałam o przeciwwarunkowaniu jako jednej z technik desensytyzacji w artykule o habituacji (KLIK), nawet nie czuje jak rymuje. Przeciwwarunkowanie polega na zastąpieniu negatywnej reakcji emocjonalnej na dany bodziec pozytywnym wzmocnieniem, dzięki czemu wytwarza się pozytywne skojarzenie w połączeniu z nieprzyjemnym bodźcem. Blablabla… chodzi o to, aby bodziec niemiły zamienić na miły w końskim mniemaniu. Prostym przykładem jest golenie, które na początku ze względu na nietypowe doznania słuchowe i dotykowe może nie być witane z otwartymi kopytkami przez większość koni, ale jak odpowiednio połączymy smaczkowanie to czary-mary koń stoi jak wryty – problem solved! Jak rozróżnić przeciwwarunkowanie od systematycznej desensytyzacji? W przypadku systematycznej desensytyzacji w pierwszej kolejności będziemy z daleka prezentować malutką golarkę taką dla ludzi, od najniższego poziomu głośności, tak by nie wywołała reakcji, powoli coraz bliżej, aż dotkniemy skóry, a potem przechodzimy na końską golarkę i to samo wooooolno i z wyczuciem. Wszystko ma się dziać stopniowo i odpowiednio wolno, by nasz kucyk nie zareagował na dźwięk strachem. W przypadku przeciwwarunkowania za każdym razem, gdy pojawi się dźwięk golarki, dajemy naszemu nieparzystokopytnemu smaczka. Tworzymy pozytywne skojarzenie. W ten sposób zmieniamy negatywne emocje, zastępując je pozytywnym skojarzeniem. Żeby było weselej – oczywiście te dwie techniki można łączyć. Tak, wiem, nie musicie dziękować, że namieszałam jeszcze bardziej. Przeciwwarunkowanie jest również wykorzystywane w terapii behawioralnej lęków i fobii. Mary Cover Jones w roku 1924 badała kolejne sławne dziecko psychologii – Małego Piotrusia. Chłopiec reagował lękiem na małe zwierzątko (królika), więc badaczka postanowiła karmić dziecko w jego obecności. Po kilku powtórzeniach Piotruś zaczął rozluźniać się w obecności królika i więcej nie okazywał wyuczonej wcześniej reakcji lękowej.

9. Potencjalne problemy – zacienianie i blokowanie

Zacienianie również zostało przeze mnie napomknięte w habilitacyjnym (ach, marzenie) wpisie. Czasem trenerzy wykorzystują warunkowanie klasyczne do połączenia konkretnego słowa z nagrodą, ale nieświadomie robią jakiś gest ręką czy ruch ciałem w momencie wypowiadania słowa. Konie jako najlepsi z obserwatorów zamiast zakodować słowo, które chciał człowiek z daną mu nagrodą powiązały ten nieszczęsny, nieświadomy gest. I to jest właśnie zacienianie. Gest (bodziec warunkowy numero duo) zacienił słowo (bodziec warunkowy numero uno). Cóż wtedy zrobić? Uświadomić sobie co powoduje zacienianie i z tego korzystać lub na nowo wdrożyć uczenie i zdecydowanie rozdzielić te dwa bodźce. Jak to zjawisko jest tłumaczone? Jeżeli bodźców warunkowych jest więcej to koń dokonuje w pewnym sensie wyboru między nimi na korzyść tego który najlepiej sygnalizuje pojawienie się bodźca bezwarunkowego. Przy dwóch teoretycznie podobnych bodźcach ten bardziej wyrazisty, istotny, lepiej informujący jest „wybrany” jako bodziec warunkowy (gest), a znaczenie drugiego (słowo) ulega zmniejszeniu. Mimo, że w badaniach wykazano, że każdy z bodźców warunkowych jest zauważany przez zwierzę, to bodziec słabszy (mniej wyrazisty) został zacieniony przez bodziec bardziej wyrazisty. Okazało się, że do zacieniania nie dochodzi, kiedy różnice w sile elementów bodźca są bardzo znaczne oraz gdy kompleks bodźców składa się z dwóch bardzo wyrazistych bodźców pojedynczych. U koni pojawia się problem gdy jednocześnie są stosowane dwa silne bodźce – działanie rękami na pysk konia i działanie łydkami na boki konia, czyli jednoczesne stosowanie silnych pomocy wstrzymujących i popędzających. Może się wtedy tak zdarzyć, że koń „wybierze” reakcję na najbardziej znaczący biologicznie bodziec, a zazwyczaj konie odbierają jako bardziej awersyjne (nieprzyjemne) działanie na pysk, więc to działanie na pysk zacieni działanie łydek i w odczuciu jeźdźca koń staje się mniej wrażliwy na sygnały nóg jeźdźca. Wtedy wchodzą kopniaki, ostrogi i baty jako remedium na tego leniwego konia… Coś strasznego. Koń nie rozumie, że ma jednocześnie iść i stać, dla niego to dwie zupełnie przeciwstawne reakcje i stąd już krok do zachowań konfliktowych. Dlatego tak ważne jest zrozumienie jak uczą się konie, na początku wydaje się to skomplikowane, ale w efekcie daje odpowiedź na to wszystko co (i dlaczego) robią nasze konie.

Blokowanie to kolejny ważny aspekt, który może powodować podobne problemy jak zacienianie (zacienianie może być przydatną techniką w celu habituacji, ale w treningu może namieszać nieświadomie i niecelowo). Ładna i okrągła definicja brzmi: „Gdy jakiś bodziec warunkowy pozwala lepiej przewidzieć bodziec bezwarunkowy niż inny bodziec warunkowy, taki bodziec blokuje warunkowanie bodźca warunkowego”. Blokowanie to taki rodzaj selektywnego uczenia, sytuacja w której na raz pojawia się więcej niż jeden bodziec i ten pierwszy jest zdecydowanie silniejszy. Jeżeli działanie ręką na pysk konia zostało już silnie uwarunkowane to dodanie do tego komendy głosowej, nawet w tym samym czasie co pierwszego bodźca, nie wywołuje asocjacji między dwoma bodźcami – uczenie mniej informacyjnego bodźca jest w pewnym sensie zablokowane. Jeżeli sygnał ręką został już ustalony jako spójny i niezawodny sygnał do zwolnienia, nauka drugiego bodźca, który będzie towarzyszył pierwszemu będzie zablokowana. To taka ekonomia, czysta matematyka – w oczach konia liczą się efekty, skoro zadziałanie ręką z większym prawdopodobieństwem informowało, że w jego pysku może pojawić się powiedzmy „dyskomfort” (nie chcę mówić ból) i to prawdopodobieństwo jest większe niż w przypadku nowej komendy głosowej, więc koń „wybiera” sygnał ręką i nie dopuszcza innych sygnałów, no chyba że nowy sygnał będzie bardziej znaczący – bardzo miły bądź bardzo niemiły. Jeśli chcesz uczyć (trenować brzmi bardziej profi) konie musisz być JASNY i SPÓJNY w swoich działaniach by unikać zacieniania i blokowania, które utrudniają osiąganie efektów treningowych. Najlepsi trenerzy, mimo iż często nie mają pojęcia o teorii uczenia się to dzięki wyczuciu, doświadczeniu, obserwacji dobrze wiedzą, że trzeba koniom prezentować konkretne, zamierzone bodźce, sygnały, komendy i zawsze w sposób bardzo prosty i powtarzalny.

10. Utajone hamowanie

Warunkowanie klasyczne cechuje jeszcze pewna ciekawa właściwość. Okazuje się, że asocjacja tworzy się znacznie szybciej gdy bodźce są dla konia nowe. To całe zjawisko spowolnienia warunkowania czyli nabywania skojarzenia nazywa się utajonym hamowaniem. Jeżeli koń Paweł w swoim życiu spotkał się z jakimś bodźcem wielokrotnie, ale nie miał on jakiegoś większego ładu i składu, np. komenda głosowa „stój” była używana w wielu sytuacjach, ale polegało to tylko na mówieniu „stój” nie robiąc z tym NIC – oczekując, że koń Paweł skuma, że ma stać. Pawcio nie skojarzył słowa „stój” z naszym wydumanym zatrzymaniem – bo nie dano mu nawet takiej szansy, więc utrzymuje on przekonanie, że taki bodziec nic nie znaczy. I nagle pewnego słonecznego poranka podejmujemy decyzję, że nauczymy naszego rumaka by stał na komendę „stój” i od tej pory będziemy konsekwentnie powtarzać ten bodziec przy zatrzymaniu (dając smaczka czy odpuszczając nacisk). Samo nauczenie się, że od dziś „stój” ma konkretne znaczenie będzie wolniejsze niż jakbyśmy używali zupełnie nowego bodźca np. komendy „rikitiki-tralala” śpiewnym tonem. Dzieje się tak, bo koń nauczył się ignorować komendę „stój” przez dłuższy czas. Stało się tak, bo stosowanie nie miało dla niego jasnego skojarzenia – czas nauki wydłuża się, bo koń najpierw musi się OD-uczyć starego „olewania” i na nowo PRZE-uczyć nowego znaczenia. Dlatego łatwiej pracuje się z młodymi końmi niż z takimi po 10-letniej karierze w rekreacji, ale spokojnie wszystko da się zrobić.

Weźmy kolejny przykład, wyobraźcie sobie, że ogier kryjący Bolesław, ten sam który już dobrze wie, że jak masztalerz bierze czarne ogłowie to idzie na panienki, nagle stracił swoją fuchę plus dwie kulki spod brzucha (wybaczcie Panowie) i od dziś został koniem szkółkowym. W nowym domu może okazać się, że będzie wybiegał podniecony z boksu za każdym razem, gdy młoda niczego nieświadoma kuniareczka założy mu ogłowie chcąc ujarzmić i „ujeździć” tego niesfornego Bolka. Musi minąć trochę czasu aż skojarzenie ogłowie+panienki zmieni się w skojarzenie ogłowie+jazda. Da się. Wszystko da się.

Podobnie jest w przypadku, gdy mówimy non-stop do konia „doooobry koń” i liczymy na to, że koń wie, że teraz jest nagroda. Konie wokalizują (używają głosu) dość rzadko i w dość konkretnych sytuacjach, więc w naszych ustach jest to dla nich bodziec dość obojętny (równie dobrze możecie mówić „smaaaczny koń” tym samym tonem). Sam miły i spokojny głos jest ważny dla nas ludzi, bo mówiąc w ten sposób wolniej wydychamy powietrze i znając znaczenie tych słów całe nasze ciało się zmienia, ale koń nie rozumie znaczenia słów dosłownie czyli, że jest tym dobrym koniem (spróbujcie powiedzieć wolno i spokojnie „dooooobry koń”, a potem głośno i krótko „dobry koń!” – powtórzcie kilka razy, poobserwujcie się, widzicie różnice? Konie też!). Możemy w prosty sposób sprawić by słowa te stały się miłe lub baaaaardzo miłe (będą wtedy traktowane jako tzw. wtórne wzmocnienie), gdy zostaną skojarzone z jakimś wzmocnieniem pierwotnym (smaczek lub odpuszczenie presji – to dwie taktyki z serii o warunkowaniu sprawczym), czyli najpierw musimy nauczyć konia co oznacza w naszych ustach „dobry koń”. U konia który przez lata ignorował ten bodziec nauczenie się będzie wolniejsze niż w przypadku młodziaka któremu nikt jeszcze pod czaszką nie gmerał, więc dla niego słowa „doooobry koń” plus cukierek będzie miało dość szybki, można rzec czarodziejski efekt już po kilku powtórzeniach. Korzystajmy z tej możliwości!

Bardzo dużym grzechem koniarzy jest słaby timing (czyli wyczucie czasu) oraz niekonsekwentne stosowanie sygnałów/bodźców/pomocy – to prowadzi do pojawienia się bardzo słabych a czasami nawet zupełnie niechcianych asocjacji. Naj-naj-najlepsi trenerzy mają wspaniałe wyczucie czasu (wiedzą kiedy zadziałać, jak długo i co najważniejsze kiedy przestać działać) i są super konsekwentni w swoich pomocach (np. zawsze przykłada łydkę dokładnie w tym samym miejscu z dokładnie taką samą siłą), a co jeszcze dodaje temu pikanterii oni to robią najczęściej zupełnie nieświadomie nawet się nad tym nie zastanawiając. Jest nad czym pracować, co nie? Oczywiście niektórym coś już pewnie świta, że ciągle gdzieś przeplatamy światy warunkowania klasycznego i sprawczego, wpychają się te wszystkie wzmocnienia, okej, okej, nie denerwujcie się, dziś gramy w klasyczne, więc staram się izolować dla lepszego zrozumienia, ale jeszcze trochę i zaczniemy składać te puzzle w jedną całość zwana teorią uczenia się.

11. Podsumowanie

To wszystko brzmi tak hermetycznie jak się czyta o tych bodźcach warunkowych, bezwarunkowych, beznamiętnych, bezsensownych, można nawet poczuć się osaczonym, o matko, to jakie ja bodźce teraz generuje, koniu, powiedz, czy ja Cię przypadkiem nie przebodźcowuję? Do każdego z nas i do naszych koni także w każdej sekundzie dociera bombiliard bodźców (no trochę mnie poniosło, ale sporo). Część z nich wywołuje jakieś reakcje bezwarunkowe (wrodzone), cześć może stać w odpowiednich warunkach bodźcami warunkowymi, ale jest też cała masa bodźców które po prostu są ignorowane. Można powiedzieć, że zachodzi do pewnej selekcji. Nie tylko wystarczy zasada bliskości między bodźcami w czasie i przestrzeni, ale również ważne jest to jaką informację niesie – tu zajdzie decyzja stanie się w przyszłości bodźcem warunkowym czy nie. Nie chcę tu promować antropomorfizacji, czyli nadawać koniom ludzkich cech, ale spróbujcie wyobrazić sobie, że wszystko co robicie z koniem to rozmowa. Taka w waszej głowie. Bodziec->Reakcja. Koniu rusz stępem, jak już ruszył to nie dziurgaj go przy każdym kroku, bo mówisz mu ciągle „idź, idź, idź, idź, idź”, przecież on już idzie. Jak nie idzie tak jak chcesz, zatrzymaj i rusz jeszcze raz. Albo powtórz sygnał łydką aż do odpowiedniej reakcji. Bądź oszczędny w swoich bodźcach i obserwuj jaką reakcję wywołują. Jak trzeba popraw. Konie i ludzie uczą się całe życie, myśl o tym co robisz i jak to robisz. Cały czas rozwijaj dosiad, bo rzucający się po koniu pacjent daje tyle dziwnych chaotycznych bodźców, że biedny koń naprawdę nie wie czego od niego chcesz. Na dziś tyle.
Nasz tytułowy bohater, o ile jeszcze o nim pamiętacie, Pan Iwan jak każdy dobry naukowiec zawsze notował w swoim dzienniczku wszystkie obserwacje podczas swoich eksperymentów. Zapisał, że psy po serii doświadczeń same ciągnęły opiekunów na smyczy do laboratorium a potem wskakiwały na platformę z uprzężą nie czekając na żadne zaproszenie czy sygnał. Psy aktywnie działały i robiły wszystko by znaleźć się w sytuacji gdzie zawsze dostawały nagrodę. Cóż za motywacja! Zapowiada to inną ważną kategorię uczenia się asocjacyjnego, czyli warunkowania operacyjne. O tym będzie w kolejnym wpisie, jesteście ciekawi?

12. Piśmiennictwo

• Anderson J.R.: Uczenie się i pamięć. Integracja zagadnień. Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa, 1998, 17-99.
• Bąbel P., Bajcar E.A., Ziółkowska A.M.: Nabywanie reakcji emocjonalnych: rekonstrukcja i rewizja eksperymentu z udziałem Małego Alberta. Psychologia Rozwojowa, 2013,18, 3, 9–19.
• Bąbel P., Ziółkowska A.M.: Behavioral therapy for anxiety disorders. Advances in psychiatry and neurology, 2014, 23, 3-9.
• Baragli P., Padalino B., Telatin A.: The role of associative and non-associative learning in the training of horses and implications for the welfare (a review). Ann Ist Super Sanita, 2015, 51, 1, 40-51.
• Clark R.: The classical origins of Pavlov’s conditioning, Integrative Physiological and Behavioral Science, 2004, 39, 4, 279–294.
• Cooper JJ. Comparative learning theory and its application in the training of horses. Equine Vet J Suppl, 1998, 27, 39-43.
• McGreevy P., Christensen J.W., von Borstel U.K., McLean A.: Equitation Science, 2nd edition, Willey Blackwell, 2018, Oxford, 85-89.
• McGreevy PD, McLean AN. Roles of learning theory and ethology in equitation. J Vet Behav, 2007, 2, 108-18.
• McLean A.: Overshadowing: a silver lining to a dark cloud in horse training. J Appl Anim Welf Sci, 2008, 11, 3, 236-248.
• McLean A., Christensen J.W.: The application of learning theory in horse training. Applied Animal Behaviour Science, 2017, 190, 18-27.
• Peters S.M., Bleijenberg E.H., van Dierendonck M.C., van der Harst J.E., Spruijt B.M.: Characterization of anticipatory behaviour in domesticated horses (Equus caballus). Appl Anim Behav Sci, 2012, 138, 60-69.
• Telatin A.: Knowledge and Practical Application of Learning Theory in Equine Training. PhD thesis. 2017, 1-78.
• Zieliński K.: Warunkowanie a powstawanie asocjacji. Kosmos, 1993, 42, 2, 427-452.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *