LEARNING

Habilitacja z habituacji

Cóż za trudne pojęcie! Habituacja, habilitacja, habitat, habit… wiele słów na „ha” się ciśnie, jak to zapamiętać? Zresztą te wymysły na pewno mnie i mojego konia nie dotyczą, jakieś szarlatańskie czary-mary, ja tu jeżdżę wysokie sporty i nie będę mojego szport-pferda ośmieszać jakimiś balonami czy parasolkami, no bez przesady. Niestety, ale tak się składa, że habituacja dotyczy każdego konia – występowała i występuje u koni dzikich, zdziczałych, małych, dużych, chudych, grubych, rekreacyjnych, sportowych, różowych i nawet tych w paski czy z klasą (i u ślimaków też!). Sorry, taką mamy biologię, więc może lepiej sprawdź czy naprawdę wiesz o co w tym chodzi…

  1. Czyli chodzi o to całe odczulanie?

Ojejujeju-oretyrety. Nie wiem dlaczego pojawiło się w środowisku jeździeckim to określenie (o zgrozo) „odczulanie”. Nie, proszę, nie! Kojarzycie to uczucie jak oglądacie sobie tiwi, a tam koń śmiga po czworoboku do muzyczki i nagle jakiś spiker na co dzień komentujący piłkę kopaną mówi „koń prezentuje się w dyscyplinie ujeżdżAnia”?! Noł, niet, najn, ujeżdżenie i ujeżdżanie to dwa zupełnie inne słowa, każdy prawdziwy koniarz to wie, tak samo jest z habituacją i odczulaniem, i to też powinien wiedzieć każdy koniarz. Odczulanie to pojęcie medyczne, rodzaj immunoterapii polegający na podawaniu małych dawek alergenu (to taki mały parch powodujący reakcję alergiczną), nie ma nic wspólnego z końmi, no chyba, że nasz koń ma alergię i chcemy zastosować u niego swoistą immunoterapię alergenową. Habituacja występuje w literaturze od lat, a także według słownika terminów behawioralnych BACB – Rada Certyfikacyjna Analizy Zachowania (Behavior Analysis Certification Board) termin „habituation” to po prostu habituacja, i tego się trzymajmy, okej? [1].

Możemy się również spotkać ze słowem odwrażliwianie, tutaj sytuacja się trochę komplikuje, ale damy radę, jesteście ze mną? Desensytyzacja (ang. desensitization) to nie to samo co habituacja, klimat całkiem bliski, już prawie witamy się z gąską, ale tak się składa, że termin desensytyzacja jest używany również w farmakologii, psychologii czy telekomunikacji. W najcudowniejszej na świecie farmakologii w skali makro mówimy o procesie desensytyzacji, gdy organizm zaczyna tolerować lek, który wcześniej powodował nadwrażliwość, a w skali mikro mówimy, że desensytyzaja to osłabienie wrażliwości receptora na działanie agonisty (to taka cząstka pasująca do receptora)… No można to jakoś podciągnąć pod te konie, ale mówiliśmy wcześniej o odwrażliwianiu a nie jakiejś desensytyzacji, więc zdecyduj się babo. W psychologii, tej ludzkiej, pojawiło się tłumaczenie pojęcia desensytyzacja właśnie jako odwrażliwianie i opisuje ono PROCES terapeutyczny polegający na zmniejszaniu reakcji lękowej, o, to chyba jesteśmy już w domu?

Desensytyzacja (odwrażliwianie) to technika, metoda, proces – coś co prowadzi, tup, tup, krok po kroczku, do wystąpienia zjawiska habituacji (nieasocjacyjnego procesu uczenia się). Weźmy sobie coś pysznego np. kostkę czekolady, ale akurat dzisiaj chcielibyśmy się napić takiej pysznej, gorącej i co najważniejsze +/- płynnej do porannego pączusia z nadzieniem różanym (o matko, poziom słodyczy przekroczył dopuszczalne normy), to co możemy zrobić? Możemy wykorzystać tu różne techniki, żeby ją roztopić – w gorący dzień możemy wystawić tabliczkę na parapet, możemy próbować podgrzewać suszarką, albo jak normalni ludzi roztapiać w kąpieli wodnej. Te wszystkie sposoby, które możemy zastosować to właśnie techniki desensytyzacji, które stosujemy w stosunku do koni. W przypadku czekolady efekt końcowy zawsze będzie ten sam – rozkosz w ustach czy stała czy płynna, w przypadku koni bywa różnie (często nie chcą zbyt długo stać na parapecie, i klops) – wystąpiła habituacja lub też niezbyt. [Mój mąż twierdzi, że przykład z czekoladą jest bez sensu, ale to zwykły facet, nic nie rozumie, a czekolada zawsze mnie rozumie i ja ją też, więc sorry, ale zostaje].

Osobiście nie lubię tłumaczenia „odwrażliwianie”, zaraz w głowie leci skojarzenie odnerwianie, a jako osoba wrażliwa, nie chciałabym tracić wrażliwości i się odwrażliwiać, dlatego preferuję utartą w farmakologii desensytyzację, która co prawda brzmi tak samo kosmicznie jak habituacja, ale nie niesie żadnego ładunku emocjonalnego. W psychologii używa się zarówno terminu desensytyzacja jak i odwrażliwianie, jako zamienne, ja lubię desenytyzację, ale odwrażliwianie też jest okej, dopóki nie myli się go z habituacją.

Jeśli nadal nie czujecie tej różnicy to może taki mega-naukowy graf tu pomoże…

  1. Czym żeś jest habituacjo?

Na początek mała uwaga, procesy uczenia się są naprawdę złożone i wciąż bardzo słabo zbadane. Niektórzy twierdzą, że uczenie się zwierząt stosuje się do ogólnych praw, które jednoznacznie działają we wszystkich sytuacjach, jednak jest to zbyt duże uproszczenie. Nam ludziom nadanie kategorii i nazw pewnym zjawiskom pomaga stworzyć wyobrażenie procesu uczenia się, ułatwia jego zrozumienie, to nie jest coś złego, ale podchodźmy do tej wiedzy z szacunkiem i otwartym umysłem.

Habituacja to najprostsza forma uczenia się polegająca na stopniowym zanikaniu reakcji na powtarzający się neutralny bodziec (podstawa piramidy przedstawionej we wpisie o uczeniu się koni – KLIK). Klasyfikowana jest jako forma uczenia nieasocjacyjnego, czyli bez utworzenia skojarzenia między bodźcami, dotyczy zmniejszania reakcji która już istnieje. W przypadku uczenia się asocjacyjnego mamy utworzenie nowej odpowiedzi, nowego skojarzenia dla bodźców, to taki next level, nie będę się teraz rozwodzić, ale o tym też będzie i to całkiem niedługo. Koniarze habituację najczęściej kojarzą z jeździectwem naturalnym i niebieską płachtą, okej, ale to tylko cieniutki kawałek tortu, habituacja to forma uczenia się, która występuje również u ślimaków, szczurów, kotów, psów, koni i także u ludzi. Proste przykłady habituacji, które każdy z was zna z życia codziennego – nie czujemy zapachu własnych perfum, smrodku konia, nie przeszkadza nam dotyk naszych ubrań czy butów, nie słyszymy tykania zegara… Mózg szybko się uczy, że bez sensu reagować na jakiś powtarzalny bodziec – taki który nic nie wnosi, bo przecież ani to jakoś przyjemne, ani za bardzo nie boli, więc po prostu go ignoruje. A pomyślcie, że nagle buty was obtarły, a macie do przejścia całe miasto, nie jest już tak łatwo wyłączyć mózg, żeby ignorował taki bodziec awersyjny (czyli nieprzyjemny), dochodzą emocje, depresja, lęk, z każdym krokiem uśmiech spływa wam z twarzy razem z mejkapem… Percepcja bólu to naprawdę bardzo, bardzo, bardzo złożony temat, polecam w wolnej chwili przeczytać artykuł „Jak powstaje ból? Neurofizjologia bólu dla początkujących”[2]. A może widzicie tu pewną analogię do stosowania wędzidła lub łydki, do którego momentu przyłożenie łydki jest etyczne i fair wobec konia („bodziec neutralny”), a kiedy zaczyna powodować dyskomfort, ból i już nie jest tak miło i przyjemnie? (wrócę do tego pod koniec artykułu).

Habituacja jest jednym z najbardziej fundamentalnych procesów uczenia się, który pozwala koniom przystosować się do dynamicznie zmieniających się warunków środowiska. Habituacja pozwala odfiltrowywać nieistotne bodźce, którymi jesteśmy dosłownie bombardowani a skupiać się selektywnie na tych ważnych. W praktyce oznacza to stopniowe przyzwyczajanie się do bodźców trwających długo lub często się powtarzających, aż do całkowitego zaniku fizjologicznej i psychologicznej odpowiedzi [3]. Habituacja nie jest spowodowana adaptacją mechanoreceptorów czy zmęczeniem fizycznym, czyli chaotyczne przeganianie Siwka za pomocą flagi do momentu aż padnie ze zmęczenia raczej nie spowoduje, że pokocha tę flagę miłością wielką i będą razem chodzić na brydża do Karuska z boksu obok. Natomiast jak przedstawisz mu tę flagę w odpowiedni sposób, to naprawdę wcale dużo nie trzeba, aby nasz Siwens wykoncypował, że ten patyk i ta szmatka razem to nic strasznego i nawet mu to nie przeszkadza, więc możesz machać, dotykać, whatever.

Wszystko wskazuje na to, że efekty habituacji są długotrwałe (to nie znaczy, że wieczne bo można w pewnym sensie odwrócić do zjawisko, dwa pojęcia do sprawdzenia jako praca domowa: sensytyzacja i dyshabituacja), a także w pewnym zakresie specyficzne dla konkretnych bodźców, to znaczy, że koń wciąż ma możliwość odpowiedzi na inne podobne bodźce, ale… może też wystąpić ich generalizacja (później). Podczas swojego życia koń przyzwyczajany jest naprawdę do wieeeeeeeelu bodźców – samoistnie lub z pewną pomocą człowieka, w tym również do sprzętu wykorzystywanego w pielęgnacji (szczotki, psikacze), podczas jazdy (ochraniacze, siodło, popręg, ogłowie), do dosiadającego go jeźdźca, a także wielu innych, czasem ciut abstrakcyjnych.

  1. Jak to działa w skali mikro?

Pamiętacie tego noblistę Erica Kandella i jego super sławnego ślimaka morskiego Aplysia californica? (pisałam o nim tutaj – LINK). Ślimak zaraz nam wytłumaczy jak to się dzieje na poziomie mikro, nerwów i małych cząstek. Ten milutki mięczak, wielkości prawie ludzkiej dłoni, mieszka sobie na dnie Pacyfiku u wybrzeży Kalifornii. Nie trudno jest się w nim zakochać, ma tylko 20 tysięcy komórek nerwowych i do tego całkiem sporych, jest idealny do badań mechanizmów uczenia się i pamięci. Chłopak spędza czas w wodzie, więc oddycha za pomocą skrzeli, spójrzcie na niego jaki jest uroczy na tym filmiku [4]. Jeśli rozchylimy jego płaszczyk (bez skojarzeń!) to możemy zobaczyć syfon i skrzele. Cóż ciekawego się okazało? Jeśli weźmiemy pipetkę i psikniemy strużką wody na ślimaczy syfon to jego skrzele się cofa. Powtarzając to samo 10 razy powodujemy osłabienie odruchu cofania skrzela – bingo! Ślimak olewa nasze psikanie, bo krzywda mu się nie dzieje i w neuronach czuciowych syfonu dochodzi do zmniejszenia wydzielania neuroprzekaźników. Każde kolejne psiknięcie powoduje napływ jonów wapniowych do zakończeń aksonalnych w neuronach czuciowych (jakby z zewnątrz do środka przez specjalne kanały), co prowadzi do powstania niewrażliwości tych kanałów wapniowych, więc wapń nie ma jak się dostać do środka i w efekcie mamy obniżenie napływu jonów wapnia. W przypadku gdy będziemy naprawdę długo powtarzać naszą zabawę w psikanie, rozwinie się długotrwała habituacja, która w miarę upływu czasu staje się zależna od syntezy wielu białek, a nawet obserwuje się zmniejszenie liczby synaps. Jeszcze raz powtórzmy, habituacja to osłabienie odpowiedzi na bodziec w wyniku jego częstego powtarzania, w efekcie czego neurony czuciowe nie pobudzają neuronów ruchowych (co wcześniej bez problemu im wychodziło).

  1. Jak to działa w skali makro?

Konie są z natury neofobiczne, czyli boją się nieznanego. Często uznają bodźce (przedmioty) za awersyjne (nieprzyjemne lub po prostu strasznie straszne) ze względu na ich: wielkość, nowość, bliskość, nagłe pojawienie się w zasięgu wzroku lub nieprzewidywalny ruch (czasem dobrze znany przedmiot jest trudny do rozpoznania), mimo że krzywda im się nie dzieje. Naturalną reakcją konia na nowy obiekt jest unikanie go – dla bezpieczeństwa. Może objawiać się to delikatnym odsunięciem się od przyczyny wywołującej strach, oj, schodki do wsiadania, aż do szybkiej i nagłej ucieczki w panice, aaaa, wooorek! No tak, niby spora strata energii, ale gdyby okazało się, że ten plastikowy worek ma zęby i może odgryźć nogę, to właśnie ten koń uratował sobie życie! Żyć albo nie żyć, rozumiecie, ale jak setny raz widzi ten worek, nic się nie dzieje, worek nie chce go ugryźć, to może bez sensu jest tak galopować? Po unikaniu zwykle następuje czujność w stosunku do danego przedmiotu, po czym powolutku budzi się ciekawość do niego i chęć eksploracji (zbadania, powąchania, dotknięcia). Czas trwania różnych faz waha się od kilku sekund do kilkunastu minut i zależy częściowo od samego bodźca, a częściowo od indywidualnych różnic w poziomie strachu i ciekawości u danego konia [5, 6]. W ciekawym badaniu Leiner i wsp. (2011) przedstawili dużej grupie koni różne nowe przedmioty i okazało się, że u większości badanych koni można było wyróżnić następujące po sobie fazy reakcji na nie: (1) etap rozpoznawania obiektów i oceny – objawiał się przez wydłużenie górnej wargi i napięcie mięśni szyi (uniesienie głowy), (2) etap umiarkowanej reakcji – dla której charakterystyczne było parskanie, niewielka reakcja unikania i zwiększenie częstości skurczów serca. W (3) etapie obserwowano silną reakcję charakteryzującą się znacznym wzrostem częstości skurczów serca i ucieczką [7].

Wracając do samej habituacji, to weźmy sobie dla przykładu dwa słodkie kucyki, którym właśnie przygotowaliśmy nowiutkie i świeżutkie pastwisko, na którym nigdy wcześniej nie były. Niestety tak wyszło, że przylega ono do linii kolejowej, gdzie kilkadziesiąt razy dziennie przejeżdża z sykiem, łoskotem i trąbieniem wielgachny, najstraszniejszy na świecie pociąg towarowy. Dobrze wiecie co się będzie działo. Za pierwszym razem dzida, gwałtu, rety, uciekamy, za drugim, trzecim może też, ale po pewnym czasie kucyki będą miały te pociągi totalnie w… ogonie i na pewno nie oderwą się od pyszniutkiej trawki, żeby po razy kolejny sprawdzać, że nic złego się nie dzieje. Ta dam! Nastąpiła samoistna habituacja. A wyobraźcie sobie, że zamiast pastwiska zrobiliśmy tam plac do jazdy, na który te kuce chodzą na jazdę pod małymi dziećmi… Najgorszy możliwy scenariusz ever! Jesteście sobie to w stanie wyobrazić? Pociągi, kuce, dzieci, upadki, wypadki, normalnie jedna wielka masakra, o habituacji możemy zapomnieć, bo wzmocnione* zostaną inne zachowania. Czy można coś z tym zrobić? Bezpieczeństwo przy koniach to podstawa i tu z pomocą przychodzą nam techniki desensytyzacji, czyli metody stosowane w celu uzyskania habituacji.

  1. Techniki desensytyzacji [8]

Systematyczna desensytyzacja (ang. systematic desensitisation) termin odnosi się do stopniowego przyzwyczajania się do bodźca wywołującego pobudzenie, strach, ucieczkę (w opinii konia bodźca nieprzyjemnego czyli awersyjnego) i jest powszechnie stosowaną techniką w środowisku jeździeckim. Ten proces u zwierząt jest adaptacją techniki psychoterapeutycznej stosowanej u ludzi. W kontrolowanej sytuacji, na spokojnie, cisza, spokój, koń jest wystawione na niski poziom bodźca wywołującego pobudzenie i nagradzany* w momencie gdy rozluźni się lub wykazuje odpowiednią reakcję (np. stoi spokojnie). Zwiększenie poziomu bodźca nie następuje, dopóki zwierzę w pełni nie zaakceptuje poprzedniego poziomu. W ten sposób stopniowo podnosi się próg odpowiedzi.

Weźmy sobie konia o dumnym imieniu Harmider, który boi się aerozoli, psikaczy na muchy, superszajnów itd. – rozłóżmy jego strach na czynniki pierwsze z podziałem na zmysły: wygląd butelki, zapach płynu, dotyk aerozolu na skórze… Przygotujmy plan działania. Pierwszym krokiem może być zbliżanie się do niego z aerozolem, przedstawienie go do powąchania i gładzenie go po ciele butelką (bez rozpylania), ma to pomóc Harmiderowi przyzwyczaić się do cech wizualnych bodźca awersyjnego. Kiedy koń nie wykazuje strachu, następnym krokiem jest rozpylanie bezzapachowego płynu (np. wody) z odległości kilku metrów, ale nie do konia tylko w przeciwnym kierunku, ma to stopniowo przyzwyczajać konia do dźwięku bodźca awersyjnego. Następnie należy powoli podchodzić coraz bliżej konia wciąż rozpylając wodę w przeciwnym kierunku, a kiedy zwierzę nie wykazuje żadnych reakcji obronnych, można stopniowo kierować strumień aerozolu do konia. Przed bezpośrednim rozpyleniem na sierść konia, najpierw warto pogłaskać konia ręką i delikatnie spryskać swoją dłoń. Na wszystkich etapach ważne jest nagradzanie* konia tylko za odpowiednie reakcje, czyli aerozol powinien zostać usunięty lub rozpylanie zakończone w momencie, gdy koń stoi nieruchomo – ważna jest obserwacja i wyczucie czasu, jeśli przerwiemy psikanie w czasie gdy koń ucieka i panikuje uczymy go czegoś odwrotnego. Pozytywne wzmocnienie* (przysmak lub drapanie po kłębie) może być wykorzystane jako dodatkowy wzmacniacz dla odpowiedniego zachowania.

Przeciwwarunkowanie (ang. counterconditioning) – termin ten odnosi się do uczenia reakcji przeciwnej do niepożądanej, technika ta ma na celu zastąpienie reakcji w naszej opinii niewłaściwej nową reakcją i jest szeroko stosowana w połączeniu z systematyczna desensytyzacją. W praktyce koń otrzymuje w jednym czasie coś miłego i niemiłego – jednocześnie prezentowany jest bodziec wywołujący pobudzenie wraz z czymś przyjemnym, czyli najprościej smaczkiem. Dla przykładu, nasz koń Zyziek boi się obiektów na ziemi, a widząc kawałek folii wykazuje silną reakcję unikania, w tył zwrot, dzida i tyle go widzieli. Praktycznym rozwiązaniem w technice przeciwwarunkowania może być umieszczenie na folii lub jej w pobliżu ulubionego pokarmu – marcheweczki, jabuszeczka. Koń musi mieć możliwość swobodnej eksploracji straszaka i odnalezienia smaczka, dajmy czas samoistnej habituacji – im bardziej się boi, tym więcej czasu będzie potrzebował. Taki dodany bodziec, który wywołuje pożądaną reakcję, czyli podejście, jest sprzeczny z pierwotną niepożądaną reakcją unikania. Jeśli koń jest często wystawiany na kontakt z przedmiotami na ziemi na których leżą smakołyki, to po pewnym czasie nauczy się, że pierwotnie straszne obiekty są teraz czynnikiem prognostycznym pozytywnego wydarzenia i może lepiej warto sprawdzić czy nie ma tam smaczka.

Zacienianie (ang. overshadowing) – ten termin opisuje zjawisko przyzwyczajenia się do najmniej znaczącego bodźca, podczas gdy dwa lub więcej bodźców rywalizuje o tę samą odpowiedź, a są prezentowane jednocześnie. W praktycznym treningu koni zacienianie jest skuteczną metodą desensytyzacji na bodźce, takie jak strzyżenie, zastrzyki lub inne inwazyjne zabiegi. Jak dobrze wiemy, tego rodzaju procedury często wywołują reakcję ucieczki u koni. W pierwszej kolejności musimy nauczyć naszego konia Rysia konkretnej mało przyjemnej reakcji ruchowej. Na przykład wymagamy by Ryszard poruszał się krok w przód, a następnie krok w tył na uwiązie i kantarze. Naukę należy kontynuować do czasu aż Rysio-pysio będzie reagował od najdelikatniejszych sygnałów. Podczas stresującego zabiegu np. golenia maszynką/zastrzyków używamy wcześniej wyuczonej reakcji (kroków w przód i w tył), która staje się bodźcem konkurencyjnym dla golenia i działa jak pewnego rodzaju „zacienienie” nieprzyjemnego zabiegu. Koń musi być niezawodnie wyszkolony za pomocą warunkowania instrumentalnego*, aby dać się prowadzić bez oporów w przód i w tył nawet w warunkach stresowych. Mniej istotny bodziec albo już nie wywołuje reakcji albo wywołuje bardzo słabą reakcję w porównaniu do bardziej znaczącego bodźca. Procedura ta jest najbardziej skuteczna, jeśli proces rozpoczyna się na najniższym poziomie pobudzenia, powoli z wyczuciem zwiększa intensywność, krok, po kroku, etapami. Zacienienie różni się od systematycznej desensytyzacji i przeciwwarunkowania głównie z powodu wykorzystania reakcji ruchowej.

Zatapianie (ang. flooding) – w metodzie tej zwierzę pozostaje eksponowane na czynnik wywołujący strach i ma się z nim zmierzyć dopóki reakcja na czynnik nie ustanie… powiedziałabym, że to takie wrzucenie dziecka które nie umie pływać na głęboką wodę. W przeciwieństwie do systematycznej desenstyzacji, przeciwwarunkowania i zacieniania, w przypadku zatpiania nie ma stopniowego przyzwyczajenia się do bodźca, nie ma tej etapowości, małych kroczków. Zamiast tego koń jest zmuszony do wytrzymania silnego bodźca awersyjnego, zwykle przez dłuższy okres czasu. Metoda ta została pierwotnie opracowana w celu leczenia ludzkich fobii i uznana za mniej czasochłonną a bardziej skuteczną w porównaniu do systematycznej desensytyzacji. Istnieje duże ryzyko jej nieprawidłowego przeprowadzenia, a także wystąpienia u konia wyuczonej bezradności. W tym przypadku koń będzie spokojny, nawet apatyczny. Na pierwszy rzut oka będzie wyglądał jakby tolerował bodźce awersyjne, ale należy być świadomym, że jego dobrostan jest poważnie zagrożony. Wyobraź sobie, że uwiązujesz konia i wystawiasz na próbę foliowego worka, od razu z całą mocą machasz tą reklamówą aż bidny koń zrozumie, że ucieczka jest niemożliwa i ostatecznie „uspokoi się”. Czy taka „terapia szokowa” sprawi, że koń będzie w przyszłości łatwiej akceptował różne nowe przedmioty, które spotka podczas treningu? Drugie pytanie: czy sam chciałbyś wylądować w zamkniętym pomieszczeniu pełnym pająków mając arachnofobię?

Warunkowanie podejścia (ang. approach conditioning) – metoda ta wykorzystuje naturalną tendencję koni do eksploracji i zbliżania się do nieznanych obiektów w połączeniu z systematyczną desensytyzacją. Technika ta została z powodzeniem stosowana u koni, które boją się ciągników, koparek, motocykli… Koń Diablo jest zachęcany przez jeźdźca, by zbliżył się do strasznego przedmiotu – małego traktorka do równania hali, ale gdy tylko zbliża się do niego – traktorek powinien „uciekać” (czyli samo podejście konia jest wzmocnione*). Można dać sygnał do zatrzymania, zanim Diablo wyłączy myślenie i zacznie panikować, tak by traktor miał czas i odjechał jeszcze dalej. Następnie Diablo nadrabia zwiększoną odległość od pojazdu. Gdy tylko nasz piekielny koń zaczyna zwalniać, zostaje zatrzymany i całą procedura się powtarza. Diablo jest zachęcany do ponownego podejścia i za każdym razem zostaje zatrzymany zanim ostatecznie zbliży się do maszyny. Zatrzymywanie zwiększa jego motywację do ponownego zbliżania się. Trwa to tak długo, aż Diabeł faktycznie nawiąże bezpośredni kontakt i zapozna się z traktorkiem. W powolny naturalny sposób koń oswaja swój strach, ponieważ w tej odwróconej sytuacji to pojazd „ucieka”, a koń go goni.

Mieszanie bodźców (ang. stimulus blending) – metoda ta wykorzystuje bodziec do którego koń wcześniej się przyzwyczaił, w celu przyzwyczajenia do bodźca wywołujący strach, ale bardzo przypominającego ten pierwszy. Na przykład koń Figo boi się aerozoli, ale nie boi się polewania wodą po swoim ciele. Początkowo aerozol jest wprowadzany podczas polewania Figo wodą na zmoczonej już sierści. Dźwięk oraz uczucie wody na ciele konia będzie stopniowo mieszało się z nowym dźwiękiem i uczuciem rozpylanego aerozolu. Bodziec awersyjny jest mniej wyraźny i jego identyfikacja jest dla konia dość trudna. Polewanie wodą można następnie zmniejszać i ostatecznie zakończyć, po czym koń Figo powinien wykazywać przyzwyczajenie także do nowego bodźca (pamiętamy o wyczuciu, etapach, obserwacji).

  1. Która technika jest najlepsza?

Czy można jednoznacznie powiedzieć, że jedna technika desensytyzacji jest lepsza od drugiej? Christensen i wsp. (2006) badali różne metody uczenia się – zatapianie (czyli bodziec na maxa), systematyczną desensytyzację (stopniowo) i uczenie asocjacyjne z wykorzystaniem wzmocnienia pozytywnego* (smaczek) prezentując koniom białą foliową reklamówkę [9] . Rejestrowano częstość skurczów serca i reakcje behawioralne. Konie, które przyzwyczajały się do bodźca stopniowo (systematyczna desensytyzacja), potrzebowały mniej sesji treningowych, aby nauczyć się reagować spokojnie na reklamówkę i rzadziej obserwowano u nich dzikie ucieczki w panice. Autorzy stwierdzili, że systematyczna desensytyzacja jest najbardziej skuteczną i do tego łagodną metodą przyzwyczajania koni do przerażających bodźców. W metodzie z wykorzystaniem wzmocnienia pozytywnego konie były zachęcane do zbadania reklamówki za pomocą jedzenia. Mimo iż jedzenie jest bardzo silnym czynnikiem motywującym i najczęściej stosowanym wzmacniaczem w badaniach procesów uczenia się koni, to według Christensen i wsp. użycie jedzenia w celu zmniejszenia strachu jest nieefektywne. W kolejnym doświadczeniu Christensen (2012), badała habituację wykorzystując wzmocnienie negatywne* w oparciu o technikę zacieniania. Konie z grupy badanej były motywowane do podejścia do nieznanego obiektu przez nacisk kantara, liny, lekkie pukanie bacikiem po łopatce i okazało się, że za każdym razem szybciej podchodziły do strasznego potwora w porównaniu do zwierząt z grupy kontrolnej, które miały możliwość swobodnego eksplorowania [10]. Motywowanie koni do zbliżenia się do nowych obiektów przyspiesza proces habituacji, ALE również zwiększa reakcję stresową.

Jak już zauważyliście to wszystkie techniki w pewnym stopniu się na siebie nakładają i mogą być używane jednocześnie (korzystne jest łączenie systematycznej desensytyzacji z inną techniką). Najważniejsze jest to, by w każdej sytuacji brać pod uwagę poziom stresu nakładanego na konia, ponadto niektóre techniki desensytyzacji zadziałają super z jednym koniem w jednej sytuacji, ale mogą nie być odpowiednie dla innego konia, albo dla tego samego konia w innej sytuacji. Dobry trener zawsze ocenia odpowiedź konia, tu i teraz, i dostosowuje odpowiednio swoje metody treningowe. Na przykład może okazać się konieczne zmniejszenie intensywności jakiegoś bodźca, żeby koń miał szansę odpowiedzieć prawidłowo i mógł być za to nagrodzony lub nawet niezbędna będzie zmiana stosowanej techniki. Nie bójmy się zrobić kroku w tył, zawsze lepiej jest dopasować tempo do konia, dać mu wyrazić siebie, niż rzucić biedaka do basenu i patrzeć czy utonie czy sobie poradzi. Szybkość i prawdopodobieństwo habituacji zależy od samej natury bodźca (zazwyczaj facet z twarzą clowna będzie mniej straszny niż ten sam clown na rowerze, z balonami, trąbiący i wykrzykujący zabawne powiedzonka), od zakresu prezentacji i regularności w kontaktach ze straszakiem. Ważne jest by kontynuować prezentację tych strasznych rzeczy regularnie, na poziomie ciut wyższym niż ten pierwszy początkowy, bo efekty habituacji mimo iż mogą być długotrwałe nie są wieczne i bez powtórzeń, po jakimś czasie znów wracamy do punktu wyjścia.

  1. Generalizacja bodźców podczas habituacji

Fenomenem związanym z habituacją jest generalizacja bodźców – gdy obserwujemy habituację w stosunku do bodźca podobnego w pewien sposób do takiego, który koń wcześniej zaakceptował. Leiner i Fendt (2011) wykazali, że habituacja koni do biało-niebieskiej parasolki nie wpływa na to, że mniej boją się pomarańczowej plandeki – ale to dwa zupełnie różne obiekty [7]. W innym badaniu Christensen i wsp. (2008) badali habituację koni do sześciu obiektów (o różnym kształcie i kolorze)[11]. Przez kolejne 6 dni obiekty były stawiane obok wiaderka z jedzonkiem (trochę zachęta, trochę łapówka) w dobrze znanym środowisku – taka jakby biegalnia 10×10. Okazało się, że konie nie wykazały żadnej generalizacji i reagowały tak samo w przypadku nowego obiektu podczas każdego kolejnego dnia badania. Jednak w drugiej części eksperymentu te same przedmioty zostały owinięte niebieskim papierem i okazało się, że faktycznie pierwszego dnia obiekt był traktowany jako zupełnie nowy, ale na drugi dzień i w dniach kolejnych każdy obiekt był traktowany jako dobrze znany – wystąpiła generalizacja bodźca. Wyniki sugerują, że konie mogą uogólnić bodźce jeśli mają one jakąś cechę wspólną (tutaj – niebieski papier). W takim razie dla lepszego efektu wykorzystania fenomenu generalizacji w treningu koni należałoby zmieniać tylko jedną cechę przedstawianego obiektu np. najpierw habituacja do czarnej parasolki, następnym razem do białej, później parasolka w innym miejscu itd. Pytanie – jeśli koń wyjechał na zawody i akurat rzuca żabami, bo jak inaczej, to będzie pamiętał, że przećwiczyliśmy z nim wszystkie parasolkowe kombinacje? Czy zmiana miejsca plus stres podczas zawodów plus parasolka, którą w teorii zna, ale na pewno nie jest TAKA SAMA jak ta w domu spowodują, że wystąpi generalizacja i koń powie „aaaa spoko, to taka parasolka, tyle razy ją widziałem, nic strasznego się nie stanie” czy raczej „potwór, w nogi, ratuj się kto może!”?

W kontynuacji badania (Christensen i wsp. 2011) konie były zapoznawane z wieloma obiektami naraz (pięć przedmiotów ustawionych obok siebie w półkolu), a konie z grupy kontrolnej zapoznano z samym miejscem badania, bez obiektów [6]. W pierwszym teście konie z grupy badanej bez problemu rozpoznały pojedynczy obiekt, który wcześniej był częścią złożonego obiektu i były mniej zestresowane od grupy kontrolnej, która widziała ten obiekt po raz pierwszy. Co ciekawe w kolejnym eksperymencie konie z grupy badanej zareagowały spokojniej na zupełnie nowy obiekt, co sugeruje, że były one zdolne do generalizacji obiektu. Ponadto zaobserwowano u nich wzrost zachowania eksploracyjnego, gdy obiekty w obrębie złożonego obiektu zmieniły kolejność ustawienia czy lokalizację, a przy tym nie zanotowano wzrostu częstości skurczów serca, co wskazuje, że konie nie były jakoś przerażone tymi zmianami. Wyniki te pokazują, że możliwe jest zwiększenie generalizacji u koni poprzez jednoczesne przyzwyczajenie ich do wielu kolorów i kształtów. Oznacza to, że korzystnym może być stymulowanie koni w ich domowym środowisku na przykład na pastwisku, gdzie można porozkładać wiele różnych straszydeł na raz – piłki, plastikowe słupki ze wstążkami, zabezpieczone plandeki i inne bezpieczne rzeczy, jednak efekt takiej ekspozycji wymaga dalszych badań.

  1. Habituacja do bodźców awersyjnych

Młody surowy koń, powiedzmy Szczypiorek, musi doświadczyć habituacji na bardzo wiele różnych bodźców. Najczęściej stosowaną techniką jest zatapianie o niskiej częstotliwości, więc w ten sposób koń poznaje ogłowie, siodło, czaprak, ochraniacze, derkę czy zapięcie popręgu. Popręg uciska klatkę piersiową i w przypadku niektórych koni habituacja do jego nacisku może być wyzwaniem, niektóre konie reagują nad-reaktywnie podczas pierwszego dopinania popręgu i może mieć to związek w różnicach we wrażliwości klatki piersiowej. Pojawiają się głosy, że nadwrażliwość na nacisk popręgu może być efektem traumy podczas porodu, ale nie ma na to wiarygodnych danych [8]. Koń również musi się przyzwyczaić do obecności jeźdźca na grzbiecie. Podczas podstawowego szkolenia, zajeżdżania, pierwszym krokiem może być akceptacja osoby nad nim, czyli na przykład stojącej na płocie obok konia (lub na schodkach) i trener zamiast rach-ciach wskoczyć na konia niczym dzikie rodeo może w mądry sposób rozłożyć na małe etapiki, krok po kroku, samo wsiadanie – przyzwyczajanie do ciężaru, do ruchów itd. Nie mówię nic odkrywczego, wiem, wiem, ale może ktoś nie wie.

Najczęściej (poza dosiadem) to łydki i wodze są głównymi pomocami do komunikacji z koniem i to właśnie bodźce pochodzące od nóg i rąk jeźdźca powodują najwięcej problemów. Koń uczy się odpowiedzi na zasadach warunkowania sprawczego – a dokładnie wzmocnienia negatywnego, w przypadku którego zabranie nacisku nagradza (wzmacnia) reakcję. Działanie wędzidłem i łydką nie są neutralnymi bodźcami – nie chcemy, żeby koń przyzwyczai się do tych bodźców, bo w trakcie jazdy oczekujemy od niego odpowiedzi. Zwiększenie nacisku łydek lub wodzy powyżej określonego progu ma być zazwyczaj sygnałem do przyspieszenia, zwolnienia lub zmiany kierunku. Jeździec nigdy nie powinien dopuścić do wystąpienia habituacji w przypadku tych pomocy. Wędzidło w pysku, ok niech będzie, łydka przy boku, dam radę z tym żyć – i tu jest granica habituacji, ale nie majzlowanie i kopniaki co sekundę! Określeń „twardy w pysku” i „nieczuły na łydkę” używa się do opisania koni, które w pewnym stopniu wykazują habituację na działanie ręki i łydki jeźdźca. Niestety takie przyzwyczajenie występuje często, ponieważ jeźdźcy za mocno trzymają lub nawet ciągną za wodze, przez co nacisk wywołany przez wędzidło na pysk konia jest zbyt duży. Ponadto nie odpuszczają oni nacisku w odpowiednim momencie przez co nie nagradzają odpowiednich reakcji (brak wzmocnienia negatywnego). Ta nieumiejętność kontrolowania bodźca awersyjnego przez jeźdźca może prowadzić do wyuczonej bezradności u koni, a to negatywnie wpływa na dobrostan konia. Jeśli jakiś orzeł wpadnie na pomysł, że założenie silniejszego wędzidła pomoże w problemach z zatrzymaniem, to oczywiście, ma rację. Może i koń się zatrzyma, raz, może dwa, trzy, żeby uniknąć bólu, ale jest szansa, że w końcu stwierdzi, że bryk, dęby czy dzida skuteczniej pomogą temu orłowi na górze nauczyć się latać. Niestety może też zamknąć się w sobie, przymrużyć oczy i znosić w ciszy te orle popisy, niczym kot rażony prądem, położy się w kąciku, nie widząc nadziei. To się nazywa wyuczona bezradność. To taka habituacja to rzeczy bardzo, bardzo niemiłych – wiecznych kopniaków, plomb, batożenia. Konie mogą się stać „twarde w pysku”, ponieważ uznają działanie łydki, ostrogi lub bata za bodziec bardziej awersyjny i przyzwyczajają się do najmniej awersyjnego bodźca (w tym wypadku działania wędzidła). Podczas gdy habituacja do łagodnych bodźców nie wpływa na dobrostan zwierzęcia (tak jak w przypadku prawidłowego kontaktu), to prawdopodobnie istnieje pewien próg, gdzie habituacja może skutkować wyuczoną bezradnością. W jeździectwie koncepcja kontaktu często stanowi zagadkę zarówno dla jeźdźców jak i trenerów (i uwaga spoiler – to właśnie kontakt będzie tematem następnego wpisu!).

  1. Podsumowanie

Zdolność konia do przyzwyczajenia się do szeregu przerażających bodźców znacznie zwiększa bezpieczeństwo w relacji koń-człowiek, a znalezienie odpowiednich metod zmniejszenia strachu u koni ma ważne praktyczne zastosowanie. Ponad 50 lat temu (!) Thompson i Spencer (1966) przeprowadzili szczegółową charakterystykę habituacji i podali 9 ogólnych kryteriów, m.in. powtarzanie bodźca powoduje zmniejszenie się reakcji, po zaprzestaniu działania bodźców następuje spontaniczna odnowa reakcji, po kolejnych sesjach habituacja staje się coraz szybsza, im większa częstotliwość stymulacji tym szybsza i większa habituacja, występuje generalizacja bodźców itd. [12] Dla osób zainteresowanych zjawiskiem habituacji polecam artykuł uaktualniający te kryteria w oparciu o nowe badania [3].

W pięciu punktach podsumujmy czego się dzisiaj dowiedzieliśmy o habituacji u koni:

  • habituacja to nie to samo co odczulanie i odwrażliwianie (desensytyzacja),
  • habituacja to najprostsza forma uczenia się w której powtarzanie bodźca powoduje zmniejszenie reakcji,
  • w celu uzyskania habituacji stosujemy techniki desensytyzacji,
  • technikę desensytyzacji dopasowujemy do konia i do sytuacji,
  • prawidłowa habituacja jest podstawą bezpieczeństwa w relacji koń-człowiek.

P.S.
* Zauważył ktoś gwiazdki w trakcie czytania? W dzisiejszym wpisie o habituacji można było spotkać słowa warunkowanie, nagradzanie, wzmocnienie i nagle czerwona lampka, ona chyba nie wie co pisze i miesza pojęcia, no halo, ale to jest już uczenie asocjacyjne, a my mieliśmy dziś mówić o tym nieasocjacyjnym. Czysta teoretyczna habituacja może być obserwowana w laboratorium, gdzie mamy pewność co do warunków w jakich pracujemy. Jednak w przypadku koni nie jesteśmy w stanie niczego przewidzieć, i może nawet sobie coś zaplanowaliśmy, że dzisiaj to tylko habituacja, to nagle wpada dodatkowy niespodziewany bodziec i wszystko psuje, ej no. Powtórzę dla utrwalenia, to my ludzie tworzymy podziały, grafy, klasyfikacje i poznanie teoretyczne procesu habituacji jest bardzo ważne, jednak życie to życie, a konie to konie. Proces uczenia się jest bardzo złożony i nadal niepoznany – dzieje się tu i teraz – tak naprawdę jest sumą i połączeniem tego co wiemy. Uczenie się nieasocjacyjne i asocjacyjne są podstawą skutecznego treningu koni i są ściśle połączone na każdym jego etapie.

P.P.S.
Nie znalazłam nigdzie tłumaczenia dla „approach conditioning” oraz „stimulus blending”, więc moja propozycja to dla tych terminów to „warunkowanie podejścia” i „mieszanie bodźców” , jeżeli ktoś jest w posiadaniu wiedzy o istniejącym lub ma pomysł na bardziej trafne tłumaczenie to będę niezmiernie wdzięczna za wiadomość.

Piśmiennictwo:

[1] Słownik BACB: https://www.bacb.com/wp-content/uploads/English-Polish-Translation-of-Terms_171006.pdf
[2] O bólu: https://journals.viamedica.pl/advances_in_palliative_medicine/article/download/29622/24373
[3] Rankin C.H., Abrams T., Barry R.J., Bhatnagar S., Clayton D., Colombo J., Coppola G., Geyer M.A., Glanzman D.L., Marsland S., McSweeney F., Wilson D.A., Wu C.F., Thompson R.F.: Habituation Revisited: An Updated and Revised Description of the Behavioral Characteristics of Habituation. Neurobiol Learn Mem., 2009, 92, 135–138.
[4] Ślimak Aplysia californica: https://youtu.be/EwumPoQf6uc
[5] Lansade L., Bouissou M.F., Erhard H.W.: Fearfulness in horses: A temperament trait stable across time and situations. Applied Animal Behaviour Science, 2008, 115, 182–200.
[6] Christensen J.W., Zharkikh T., Chovaux E.: Object recognition and generalisation during habituation in horses. Applied Animal Behaviour Science, 2011, 129, 83–91.
[7] Leiner L., Fendt M.: Behavioural fear and heart rate responses of horses after exposure to novel objects: Effects of habituation. Applied Animal Behaviour Science, 2011, 131, 104–109.
[8] McGreevy P., Christensen J.W., Konig von Borstel, McLean A.: Equitation Science, 2nd edition, 2018, John Willey & Sons, USA.
[9] Christensen J.W., Rundgren M., Olsson K.: Training methods for horses: habituation to a frightening stimulus. Equine Vet J, 2006, 38, 439-443.
[10] Christensen J.W.: Object habituation in horses: The effect of voluntary vs. Negatively reinforced approach to frightening stimuli. Equine Veterinary Journal, 2012, 1-4.
[11] Christensen J.W., Zharkikh T., Ladewig J.: Do horses generalise between objects during habituation? Applied Animal Behaviour Science, 2008, 114, 509–520.
[12] Thompson R. F., Spencer W. A., 1966. Habituation: A model phenomenon for the study o f neural substrates of behavior. Psychol. Rev. 73, 16-43.