KIM jestem?


Matka, żona, wykładowczyni, naukowczyni, doktorka, farmaceutka, Clinical Operations Leader, rolniczka, koniara, przyjaciółka, koleżanka-szklanka, znajoma, królowa żyta i sucharów, kolekcjonerka książek, człowiek poszukujący...

Google Scholar: 
https://scholar.google.pl/citations?user=WrkJ4SIAAAAJ&hl=pl&oi=ao

O co tu chodzi?

Mam misję. Chciałabym promować rzetelną naukę w jeździectwie. Opartą na badaniach naukowych, ale podaną w przystępny i zrozumiały sposób. Tak, aby nie zanudzić, nie namieszać, ale jak najprościej wytłumaczyć nawet skomplikowane kwestie. U większości osób słowa nauka, neurobiologia, fizyka a nie daj boże statystyka powodują tiki nerwowe, mdłości lub napady paniki. Spokojnie. Będzie łatwo, miło i przyjemnie.

Jak mawiał znany w pewnych kręgach fizyk z burzą siwych włosów „nawet największa liczba pozytywnych eksperymentów nie dowodzi bezspornie słuszności teorii”. Dlatego wątpię. Ciągle szukam. Pytam. Słucham. Analizuję. EWOLUUJĘ. Każdego dnia się uczę. Uwielbiam to, ale im więcej wiem, tym mniej rozumiem. Słyszeliście o efekcie Dunninga-Krugera?

W swoim podejściu jestem dość pragmatyczna, wierzę liczbom, faktom, badaniom. Jednak konie mają to COŚ. Coś czego nie da się zmierzyć, zbadać i może nawet pojąć. Taką ezoteryczną aurę. Totalnie nienaukowe. Tfu! Nieprofesjonalne podejście z mojej strony... ale jak stoisz obok olbrzymiego zwierzęcia, które dmucha Ci w twarz zapatrzone gdzieś w dal… to wiesz co mam na myśli. One mają to COŚ. Dlatego tak fascynują. Uzależniają jak najczystsza kokaina. Ciągle chcesz więcej i nigdy nie masz dość. Tak samo jest z nauką…

Do czego potrzebna jest nauka w jeździectwie? Jednym zdaniem na to pytanie odpowiedział profesor Angelo Telatin (Equine Science and Management, Delaware Valley College, USA):

Theory without practice is useless, but also practice without theories is senseless

I nie chodzi o to, żeby zmieniać jeździectwo w naukę. Dzięki nauce możemy lepiej zrozumieć pewne mechanizmy,

Imponuje mi piękne, dobre jeździectwo. Takie mądre i jednocześnie skromne. Nienachalne.

Nie wierzę w jedyną słuszną metodę czy szkołę. Przeszkadza mi ta cała otoczka marketingowa. Bardzo, ale to bardzo szanuję autorytety, ale… nie wierzę, że jedna osoba może znać odpowiedzi na wszystkie pytania. No chyba, że mówimy o Jego Magnificencji Rektorze świata i okolic, najznamienitszym Panu Profesorze Google. Nie ma bata! Nie można być jednocześnie weterynarzem wszystkich specjalności, kowalem, żywieniowcem, fizjoterapeutą, trenerem, jeźdźcem wszystkich dyscyplin i wiedzieć o koniach wszystkiego. Nidyrydy.
Nie wiem wszystkiego. Ja już się przed sobą przyznałam, a Ty?

Mam poczucie, że w naszym końskim świecie wiele osób wie najlepiej, wie wszystko i „poradzi” sobie z każdym koniem. Odczarujmy nasz „koński światek”. Uczmy się od siebie nawzajem. Zbytnio skupiamy się na różnicach, podziałach, konspiracyjnych teoriach, sekciarskich obozach, gangach, bandach, lożach. Jeździectwo klasyczne, naturalne, barokowe, ujeżdżeniowcy, skoczkowie… każdy ciągnie w swoją stronę i traci mnóstwo niepotrzebnej energii na to, żeby udowodnić, że jest lepszy i to ON MA RACJE. Tak naprawdę wszystkich nas łączą konie. I obojętnie czy jeździsz rekreacyjnie, startujesz w Grand Prix, hodujesz hucuły czy kolekcjonujesz czapraki – ciągle chodzi o KONIE. Niech sprzęty, metody, nazwy tego nie przesłonią. Bo jeżeli je kochasz, szanujesz, to chcesz dla nich jak najlepiej. Będziesz się rozwijał, czytał,

Na przyjęcie ogromu tej wiedzy nie starczy życia, ale chyba warto próbować. Niewiele jest rzeczy tylko w kolorach czarnym lub białym. Śmiem twierdzić, że najwięcej jest odcieni szarości. Oczywiście bezsprzecznym pozostaje, że dobro konia zawsze powinno być na pierwszym miejscu.

 

Ważne jest by nigdy nie przestać pytać.
Ciekawość nie istnieje bez przyczyny.
Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia.
Nigdy nie trać świętej ciekawości.
Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.”

/A.Einstein/