GENERAL

Ile waży kontakt?

A może lepiej ile waży gniazdko elektryczne? Ha, ha! Taki żarcik o kontakcie na początek. Pamiętam jak zaczynałam naukę jazdy konnej, a było to tak dawno, że w szkółkach oprócz Equusów caballusów można też było pojeździć na dinozaurach a zamiast pięknych padów ANKY pod siodłami były koce i pianka, serio, zawsze mnie zastanawiała kwestia tego kontaktu z pyskiem konia. Ciągle się bałam, że zrobię bidakowi krzywdę, a to za mocno przytrzymam, pilnowałam się, żeby ręka nie działała wstecz, żeby nie była „martwa”, niezłą schizę z tym miałam. Do tej pory pamiętam słowa mojej Trenerki, która tłumaczyła mi, że ten kontakt to powinien być jak taka „guma od gaci” – powinien być takim elastycznym połączeniem z pyskiem konia. Koń ma go szukać, na tych kablach elektrycznych powinna być ciągła rozmowa, normalnie „halo, halo, jesteśmy na łączach, jesteśmy w kontakcie”. Teoria zawsze wygląda na banalną, a potem człowiek wsiada i znów wie, że nic nie wie.

[W tym wpisie skupię się na kontakcie pomiędzy ręką jeźdźca, która działa przez wodze i wędzidło na pysk konia. Na takim wycinku pomocy jeździeckich: punkt ręka – odcinek wodze – punkt wędzidło. Oczywiście kontakt z koniem to głównie dosiad (ciężar jeźdźca) i łydki, nigdy samo działanie ręką, ale wszystkiego na raz nie dam rady opisać. Jako dresażystka z zamiłowania, będę pisać o kontakcie właśnie w kontekście ujeżdżenia, bo jak wiecie lub nie może różnić się on w zależności od dyscypliny, a nie chcę pisać o czymś na czym się najzwyczajniej w świecie nie znam].

  1. Co nam mówi teoria i mądre książki?

Przepisy dyscypliny ujeżdżenia mówią, że „koń akceptuje wędzidło poprzez lekki, stabilny i miękki kontakt oraz, że „kontakt powinien być niezależny od dosiadu”. Okej, fajnie, ale ile „waży” ten lekki kontakt: 10 gramów, 100 gramów, 1 kilogram, 10 kilogramów? Oczywiście znacie już moją odpowiedź – TO ZALEŻY. Ale może da radę to jakoś zbadać, uśrednić, standaryzować? Co powinno się czuć mając ten idealny kontakt? A co czuje i uważa na ten temat koń? Czyli kiedy jest etycznie a kiedy przechodzimy na ciemną stronę mocy o nazwie maltretowanie koni za pomocą ręki? Źle to brzmi, wiem, nawet bardzo źle. Niestety jako ssaki naczelne człowiekowate podobno rozumne uwielbiamy wykorzystywać nasze chwytne super-precyzyjne ręce, paluszki nas świerzbią, żeby pomóc sobie rączką, a akurat w jeździe konnej to bardzo przeszkadza. Robótki ręczne zostawmy na czas kłębka włóczki, bo w przypadku działania ręką na koniu mniej znaczy więcej.

Zaszalałam i wzięłam do ręki dwie podstawowe książki polecane przez PZJ czyli żółtą „Akademię jeździecką” i niebieską tę pierwszą z trzech pod tytułem „Zasady jazdy konnej”, szukam czegoś na temat kontaktu i… szok i niedowierzanie! Jest i to całkiem sporo mądrych słów… że kontakt to stała, lecz miękka, elastyczna, lekko sprężynująca łączność między ręką a pyskiem i że „nieprawidłowy kontakt stawia pod znakiem zapytania całą dotychczasową pracę szkoleniową”. Tak, tak, tak! Wszystko tam napisali, i powiem wam, że nie oni jedyni, bo w każdej książce o jeździe konnej znajdziecie, że nos przed pionem, potylica najwyższym punktem, ale niestety żadna książka nie da wam odczucia kontaktu. Inny kontakt będzie kiedy jeździsz na młodym koniu, pląsasz sobie do dołu, inny jak dziki mustang niesie Cię w terenie, inny jak wsiadasz na konia, który nie z jednego żłobu owies jadł i czasem nie był to smaczny życiowo owies, a zupełnie inny jak siedzisz na koniu Grande-Prixe-totalle. I nawet na tym samym genialnym koniu profesorze inny kontakt będzie podczas zebranego galopu i wejścia do piruetu, a inny w czasie piaffu. Bo kontakt w przeciwieństwie do prądu, nawet jak jest stały to jest zmienny! O matko, ale mi wyszedł ten żart o prądzie.

  1. Ale po co ten kontakt?

Podczas jazdy konnej jednym z kanałów komunikacji pomiędzy jeźdźcem i koniem jest kontakt ręki z pyskiem. W większości przypadków zabawa polega na wywieraniu nacisku i jego odpuszczaniu w celu wspomagania kontroli nad kierunkiem czy prędkością konia. Czy można jeździć na koniu w ogóle bez kontaktu? A tak na przykład siedzieć w stój i nic nie robić, nic nie chcieć, jest wtedy kontakt czy go nie ma? Kontakt to „bliższe zetknięcie się z kimś lub czymś” czyli jak już się wgramoliłem na tego konia to moje ciało ma z tym koniem jakiś kontakt, ano ma. Możemy tu naprawdę sobie filozofować, bo każdy ubierze swoimi słowami to trochę inaczej, a ja mam misję by łączyć, a nie dzielić, więc dziś piszę o naukowej próbie (bardziej lub mniej udolnej) zbadania kontaktu ręki jeźdźca z pyskiem konia. Wyobraźcie sobie, że jest sporo osób które wkładają coś do pyska konia i również sporo, które nic tam nie wkładają, są też tacy którzy mają tylko sznurek wokół szyi, a znam nawet takich którzy w ogóle nie potrzebują niczego, bo na konia nie wsiadają 😉

Kojarzycie cudowną Alizee Froment, która jeździ na poziomie GP, potrafi zrobić wszystkie elementy na munsztuku, na ogłowiu bezwędzidłowym czy na samym cordeo [1]. Ma niezwykłą więź ze swoimi końmi, wspaniały niezależny dosiad i wyczucie. Jak sama mówi, zabawa, miłość, więź, jest klasyczne ujeżdżenie, jest szoł, jest praca z ziemi i na wolności. Siedząc na koniu możemy z nim rozmawiać niczym wróżka Alizee używając dosiadu, nóg, rąk, głosu… Głowa jest takim centrum sterowania, gdzie pod sklepieniem znajduje się super szybki komputer z procesorem Pentium, ale też właśnie na głowie zlokalizowane są zmysły: wzrok, słuch, zapach, smak… zobaczcie ile różnych bodźców tam trafia, ile różnego okablowania w postaci nerwów obwodowych w porównaniu do grzbietu czy do boków konia. Działając rękami na głowę (i szyję) konia my nie tylko wysyłamy informację do niego – wyżej, niżej, wolniej, w prawo, ale również po kablu dostajemy informację zwrotną: „ałć, za mocno… teraz lepiej… po lewej w pysku coś mnie kłuje… o! co tam siedzi w krzakach?… kończmy na dziś, więcej nie dam rady”. Jak już wszystko działa perfekto, to możemy zrzucić cały balast z końskiego łba i sprawdzić czy nasza końska maszyna nadal działa bez wspomagania na głowie, ciekawe czy Porche-horche zatrzyma się od samego dosiadu, piękny sprawdzian. Jeżeli mówimy o jeździe na rzuconej, bardzo długiej wodzy bez kontaktu to problem jest z czasem naszej reakcji, która będzie dłuższa i jak koń już podjął decyzję, że on chce w prawo a my jednak chcieliśmy w lewo, nasz zadek i łydeczki do niego nie przemawiają to zanim się ogarniemy z rękami, zanim zaczniemy skracać to jesteśmy już daaaaaleko w lesie. Nie zrozumcie mnie źle, bo to nie wodze zatrzymują konia. Ręce to pomoc, to kanał komunikacji, to ułatwienie dla konia i dla nas w przekazaniu sygnałów. Dr Hilary Clayton w artykule dla portalu Eurodressage użyła fantastycznego porównania – luźne wodze są jak prowadzenie samochodu, który ma zbyt dużo luzu w kierownicy [2]. Kiedy chcesz skręcić, musisz kręcić kierownicą aż dotrze do miejsca w którym zaczyna obracać koła, a następnie auto zacznie skręt z lekkim szarpnięciem. W przypadku wodzy, gdy jeździec ma dobre wyczucie, to koń może natychmiast zareagować nawet na najmniejszą zmianę napięcia. Jeśli wodze są luźne, jeździec musi najpierw nabrać kontakt, zanim wodze będą mogły być użyte do komunikacji. Utrzymanie stałego elastycznego kontaktu ułatwia więc używanie bardzo subtelnych pomocy , dzięki czemu jeździec nie zakłóca równowagi konia. Z takiej rzuconej wodzy działamy paradoksalnie silniej na pysk niż na leciutkim i stabilnym kontakcie.

Pani Janet Foy w książce „Konie ujeżdżeniowe. Jak skutecznie szkolić konie trudne, pobudliwe i z wadami budowy” pisze tak „uważam, że w każdym ręku powinieneś mieć około 1-2 kilogramów. Niektóre konie są lżejsze, inne cięższe na wodzach ze względu na swoją specyficzną budowę lub charakterystyczne cechy rasy. Ciężar w ręku musi być zmienny, tak jakby wędzidło przymocowane było na kawałku gumy”. To też już grali! Kojarzycie Carla Hestera, trenera Szarlotki i jego fantastyczne-elastyczne wodze [3]? Wracając do tego ciężaru… za odważną poradą Pani Foy, aż przeszłam się do kuchni i wzięłam do ręki po kilogramie mąki. Chodzę, chodzę, kurczę, przyciężko, jako człowiek w składzie 100% tłuszczu + 0% mięśni, mogę męczyć się szybciej niż wyżyłowani jeźdźcy, no i weźmy pod uwagę, że trzymam ten ciężar w ręku, a w przypadku koni mamy plus-minus metrowe wodze i dopiero na końcu „wisi” koń. I tak po kilogramie czy dwa w jednej ręce przez godzinę? Może jednak nie da się tak prosto obliczyć ile powinien ważyć ten cały kontakt? Tylko czy kontakt może w ogóle „ważyć”?

  1. Jak poczuć kontakt i co na niego wpływa?

Najtrudniejsze w przypadku kontaktu i działania ręką to nauczyć się przytrzymać, ale nie ciągnąć – a potem oddać! Coś świta – warunkowanie instrumentalne – wzmocnienie negatywne (ujemne)? „Pchaj rękami w przód” jak mówi Pani od Valegro. Bardzo długo się zastawiałam czy jest jakieś dobre porównanie dla prawidłowego kontaktu, ale przecież nikt nie powiedział, że moje subiektywne, anegdotyczne odczucia są prawidłowe! Zamknijcie oczy. Wyobraźcie sobie panią kelnerkę jeżdżącą na wrotkach w knajpie z tacą pełną gazowanych napojów, takie hamerykańskie „retro waiter on roller skates”. Babeczka jest w ruchu, ma przed sobą tacę z napojami, które mogą ups się rozlać, więc aby zachować równowagę dynamiczną przy ruchu w przód, zakrętach czy zatrzymaniach, musi podążać ciałem i ręką. Nie może być spięta i zaciśnięta, ona to robi przez 8 godzin! Ma być uśmiech, luz i czerwona szminka. Babeczka nie może się blokować, ciągnąć ręką w tył, bo cała się obleje, a potem jeszcze wyląduje na musculus gluteus maximus, i że tak powiem zbity zad. Ilu jeźdźców przejdzie test kawusi? Filiżanki z napojem bogów do prawej i lewej rączki, łyda i dzida. Lepiej by wsad był chłodny, a koń opanowany bo można się zdziwić. Podsumowując – by mieć dobry kontakt, trzeba mieć dobry dosiad. Niezależny. Obserwując przez lata różne osoby w ich poczynaniach jeździeckich mam wrażenie, że jeźdźcy przechodzą przez różne etapy, czasem je omijają, czasem zostają na zawsze na tym jednym. Delikwent pierwszy raz siedzący na koniu zazwyczaj myśli, że to rower, motor albo wóz, więc kombinacje rękami są dość abstrakcyjne, kojarzycie ten obrazek? Potem często przychodzi długi etap zwany martwicą ręczną i ma ona dwa rodzaje – nie tykam wodzy bo boję się, że zrobię konikowi krzywdę lub trzymam równo, nic nie robię a tak naprawdę to łapię równowagę dlatego trzymam się wodzy. Potem zazwyczaj przychodzi najgorszy etap, bo przecież „chcę jeździć sporty, a nie jakieś rekre i niech ten koń w końcu zacznie się ganaszować, a nie chodzi jak lama”. Faceci szybciej zaczynają korzystać ze swojej siły w łapach, a małe drobne dziewczynki jak zaczną etap „nie wiem, nie czuję, ale majzluzję” to rzucają się po biednym koniu jak po maszynie w siłowni i po kilku miesiącach rzeźby mamy typową kobyłę śląską (w barach szeroką, w zadzie wąską). Niestety, ale nieumiejętne i nieświadome kombinacje ręką robią dużo więcej szkód, niż równe trzymanie wodzy „ala rekre”. Koń kuleje od ręki, koń ucieka od kontaktu, koń się chowa, koń się krzywi w potylicy, koń bryka, ponosi, zły, niedobry koń, trzeba kupić nowego. Może są jeszcze jakieś etapy, nie wiem, nie znam się, ja tu tylko sprzątam. Wiem tyle, że każdy jeździec popełnia błędy, bo się uczy. Tak jak musisz nauczyć się czytać, pisać, stać na głowie, tak samo musisz się nauczyć dobrze jeździć – dlaczego musisz? Nie musisz, ja nie mam takiej mocy, żeby Cię zmusić, ale pamiętaj, że decydując się na zabawę w koniki, to Ty jesteś za nie odpowiedzialny, jako ten mądrzejszy, rozumniejszy, to nie jest rower który można zostawić na pół roku z przebitą oponą, koń czuje, więc dbając o swój rozwój poprawiasz jego dobrostan, dobrobyt, welfare, well-being… whatever.

Co wpływa na kontakt? Lista zmiennych na cudownej i profesjonalnej grafice z Worda:

  1. Jak zmierzyć kontakt?

Dobrze, już dobrze, tyle pisaniny a jeszcze żadnych naukowych smaczków. Mimo wielu badań przeprowadzonych nad siłą kontaktu, nadal wiemy mało… Naukowcy od kilkunastu lat coś mierzą, ważą, liczą, rysują, ku chwale, ale jak na razie wygląda to jako-tako-po-japońsku. Pani Lucy Dumbell i jej współpracownicy z Wielkiej Brytfanki wypuścili piękną przeglądówkę, w której krytycznym okiem ocenili kilkanaście publikacji dotyczących pomiaru siły działania wodzy. Naukowych świrów zachęcam do lektury [4].

Zacznijmy od tego, że we wszystkich badaniach siła działająca na pysk konia została zmierzona w Niutonach (N), czyli w podstawowej jednostce siły według układu SI. Gotowi na lekcję fizyki? No to jedziemy! Samo zjawisko kontaktu jest bardziej złożone niż prosty pomiar sił na wodzach, bo w takim pysku o różnym kształcie, zazwyczaj jest język i jakieś wędzidło, które też ma swój kształt, grubość, powierzchnię, do tego może być nachrapnik, a że układ jest dynamiczny, czyli przejścia, kłusy, galopy, ruchy językiem, niestabilna ręka to sumarycznie układ sił jest bardzo bardzo, ale to bardzo złożony. Z tego powodu dostępne badania są dużym uproszczeniem zjawiska kontaktu, takim troszkę wycinkiem, ale od czegoś trzeba zacząć. Lepiej byłoby zbadać nacisk odbierany przez konia, ale wtedy musimy mieć do dyspozycji powierzchnię tegoż nacisku. Dostępne badania opierają się na założeniu, że siły którymi działamy przez wodze (lub koń działa na wędzidło i przez to na wodze), działają wypadkowo na jeden punkt w pysku konia (oczywiście wiemy, że tak nie jest, ale musimy przyjąć jakieś założenia). Natomiast w przypadku gdy chcielibyśmy zbadać nacisk [N/m2], czyli siły rozkładające się na powierzchni z którą ma kontakt wędzidło (język, kąciki etc.) to pojawia się problem. Im mocniej działa ręka, tym wędzidło bardziej ugniata miękki język, zwiększając przy tym powierzchnie kontaktu. Taka ciągła zmiana powierzchni nacisku uniemożliwia nam dokładne jego wyznaczenie, bo jak wiemy nacisk to siła (N) dzielona przez powierzchnię (m2)… Niestety na razie musimy się zadowolić, że kontakt mierzymy jako siłę i wyrażamy ją w Newtonach. Deal with it.

Badania nad napięciem wodzy mają spore ograniczenia metodologiczne, a ich wyniki są często niespójne. Czym możemy zmierzyć kontakt? W dużym uproszczeniu wszystkie urządzenia pomiarowe wykorzystywane w badaniach okołokońskich działają na zasadzie pomiaru tensometrycznego. Tak co do zasady to wszystkie pomiary są realizowane podobnie jak dla zwykłej belki tensometrycznej, chociaż czujniki siły wykorzystywane w badaniach mają bardziej fikuśne kształty (jak litera S). Z dwóch przeciwnych stron naszego czujnika mamy punkty zaczepienia i z jednej strony wpinamy się do wędzidła a z drugiej mocujemy wodze. W momencie gdy jeździec lub koń zaczyna działać ręką/pyskiem to elementy czujnika się wyginają (nasze S jakby się rozciąga), w niektórych miejscach stają się dzięki temu dłuższe a z drugiej krótsze. Pomiar polega na zmianie rezystancji, czyli oporu elektrycznego (tak, tak, prąd tam płynie, pamiętacie prawo Ohma? Nie chodź z jedną tylko z dwoma?) z jednej strony zwiększa się on o pewną wartość i to możemy sprytnie przeliczyć na wartość siły wyrażoną w Newtonach. To tak w dużym skrócie dla mniej zainteresowanych fizyką. W publikacjach możemy spotkać tajemnicze nazwy takie jak „strain gauge transducer”, „ReinCheck”, „S-beam mini load cell” czy „SMA mini S-beam force gauge” etc. Urządzenia te różnią się czułością pomiaru i maksymalnym obciążeniem, jednak zasada działania pozostaje ta sama. Jedna badaczka Pani Maria Eisersio pokusiła się o stworzenie autorskiego miernika siły, który działa na innej zasadzie niż powyższe i nawet podłączyła do niego inercyjną jednostkę pomiarową (IMU), która składa się z akcelerometru, magnetometru i czegoś tam – fajna sprawa. Jeżeli kogoś zainteresował ten temat to Pani Maria w swojej pracy magisterskiej opisuje krok po kroku jak zbudować taki miernik – do dzieła przyszli badacze [5].

Największym problemem tych wszystkich mądrych badań jest to, że nie wiadomo kto jest źródłem siły działającej na urządzenie, czytaj: czy jeździec ciągnie w swoją stronę czy koń kładzie się na wędzidle. A czy w ogóle można to rozdzielić? Słyszeliście kiedyś o III zasadzie dynamiki niejakiego Isaac’a N.? Miernik napięcia wodzy nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie, on tylko mierzy wartość siły wypadkową, trzeba by dołożyć dodatkowy pomiar np. kąt wychylenia nosa lub napięcia mięśni szyi konia i ładnie to skorelować, żeby móc powiedzieć kto i ile przeciąga liny, ale to jest bardzo trudne zadanie. Dane o sile napięcia wodzy mogą również obejmować fałszywe wartości związane z szumem pomiarowym, dlatego powinno się przetwarzać dane (np. przez użycie filtra Butterwortha), co zdecydowanie zwiększa ich wiarygodność. Większość badaczy jednak raportuje jedynie częstotliwość próbkowania (od 100 do 1000 Hz) i zaniedbują szczegółowe filtrowanie oraz sposób przetwarzania danych czy szczegóły kalibracji, a takie techniczne szczegóły są dość istotne, by móc porównywać badania miedzy sobą. To wszystko to jakieś naukowe nudy, wracajmy na Ziemie do grawitacji.

Jak wszyscy pamiętacie z fizyki to 1 N to siła z jaką ziemska grawitacja oddziałuje na ciało o masie około 102 g (czyli małe jabłko, przypadek?), a skoro mieszkamy na Ziemi to na ciało o masie 1 kg działa siła skierowana w dół o wartości około 9,81 N. W bardzo, bardzo, bardzo dużym uproszczeniu możemy powiedzieć, że jeżeli badacze zmierzyli siłę na wodzach jako około 10 N, to taki kontakt ważył około 1 kilograma, czyli dzielimy te Niutony przez 10 i mamy „masę” kontaktu. Z naukowego punktu widzenia nie jest to poprawne, bo kontakt nie waży, ale łatwiej jest wyobrazić sobie, że w ręku mam pół kilo a nie 5 Newtonów. We wszystkich badaniach ŚREDNIE siły kontaktu (nie mylić z minimalnymi i maksymalnymi) przyjmowały wartości od kilku N aż do kilkudziesięciu, czyli od kilkuset gramów do kilku kilogramów w jednej ręce. Jakby tak spojrzeć wykresy siły w czasie to można powiedzieć, że to taka panorama gór, gdzie możemy zobaczyć szczyty, czyli piki (z francuskiego „pic” lub angielskiego „peak”) – najwyższe rejestrowane wartości, ale też dolinki. Okazuje się, że takie ekstremalne wartości (nawet kilkaset N) rejestrowane są kiedy koń się potknął, spłoszył, kaszlnął lub wyrwał jeźdźcowi wodze. W badaniach najczęściej podaje się miary centralne czyli średnie lub mediany, co nie znaczy, że nie zarejestrowano niższych lub wyższych wartości. Na te niższe wartości (MIN) większy wpływ ma działanie jeźdźca, a przy tych wyższych (MAX) to zazwyczaj koń jest inicjatorem i winowajcą dla pojawienia się tych okropnych wartości, jest też trochę większy i silniejszy od jeźdźca, może to mu pomaga. Kolejnym powodem dla takich dużych wartości może być habituacja do bodźców awersyjnych, czyli działania wędzidła i pisałam troszkę o tym – O TUTAJ. Oczywiście nie rozgrzeszajmy tu jeźdźców, bo koń sam sobie ogłowia na łeb nie przyodziewa i nie tyra dla przyjemności w piaskownicy, kręcąc się w kółko szukając wyjścia.

We wszystkich badaniach na prowadzenie wysunął się jeden wniosek – siła działania zwiększa się wraz z coraz szybszym chodem – najdelikatniejszy kontakt mierzono w stępie, większy w kłusie i najsilniejszy w galopie. Ciekawe dlaczego? Hehe… (śmiech przez łzy) 🙁

  1. Początki badań nad kontaktem

Jedno z pierwszych badań w tym temacie przeprowadziła znana wielu dr Clayton w 2005 roku [6], używając przetwornika naprężenia MLP-300 zamontowanego tylko na lewej wodzy (z zakresem pomiarowym do 1334 N, szalona!), skąd sygnał leciał przez 10 metrowy kabel (bez ekranowania, czyli takiej warstwy ochronnej – niestety ryzyko zakłóceń) do rejestratora. Cała aparatura była przyczepiona do paska przy bryczesach jeźdźca, aby nie obciążać wodzy, a asystent normalnie biegał w kółko obok konia trzymając kabel podłączony do komputera i to w stępie, kłusie i galopie… czujecie ten klimat braku niebieskiego zęba (bluetooth)? Pilotażowy wierzchowiec został wybrany z rodzaju tych ciężkich w ręku, kładących się na wędzidle, a doświadczony jeździec miał mu pozwolić na oparcie się tyle ile chciał. Dlaczego tak? Było to jedno z pierwszych badań w tym temacie, więc nie wiadomo było do końca jak to wyjdzie, czy czujnik da radę, więc badacze pojechali trochę po bandzie. Wyszło ciekawie, dane wykazały powtarzalny schemat – wykres siły falował i wartości pików (tych górek na wykresie) w stępie wynosiły od 4 do 43 N, w kłusie od 19 do 51 N, a w galopie od 21 do 104 N!!! Okazało się, że w stępie i kłusie są dwie „górki” na wykresie siły przypadające na pełen krok, a w galopie jedna na pełen krok. Mimo stałego kontaktu utrzymywanego przez doświadczonego jeźdźca wartość siły zmieniała się nawet 10-krotnie! Patrząc z boku to rejestrowane wartości siły były naprawdę sporaśne, ale weźmy pod uwagę, że był to jeden specyficzny koń i nie sądzę by jeździec czerpał radość z tak „leciutkiego” kontakciku. Jednak koń ten chodził tylko w kółko na hali, ciekawe jak wyglądałyby wartości jak poczułby wiatr w grzywie i poleciał jak koń Rafał, koń Rafał, tararirarira, koń Rafał…

Dwa lata później ekipa z Australii pod wodzą Pani Warren-Smith opublikowała znacznie większe i bardziej złożone badanko [7]. Udział wzięły aż 22 konie, jeden lonżujący i trzech jeźdźców (początkujący, średniozaawansowany i zaawansowany). Konie były najpierw lonżowane (pas do lonżowania i dwie wodze idące przez oczka czapraka dla stabilizacji, ale też zwiększające tarcie) przez specjalny schemat prosta-zakręt-prosta-zakręt-prosta-halt, badacze chcieli sprawdzić czy siła będzie się różniła przy wykonaniu poszczególnych ruchów. Ruchy zaklasyfikowano jako: skręt w lewo, skręt w prawo, na wprost w przód i stój. Najpierw konie zapoznawały się z lonżowaniem na dwóch wodzach (wcześniej większość nie miała z tym do czynienia) i potem jeden lonżujący (ryzyko błędu) przechodził z końmi przez wskazany schemat. Podczas drugiej części doświadczenia wprowadzono więcej zmiennych – stęp lub kłus, trzech jeźdźców o różnym poziomie zaawansowania, różnice w sprzęcie – część koni jeżdżonych było na co dzień na halterku czy bez siodła i w badaniu brały udział w swoim sprzęcie. Ogólnie na lonży wyszły większe siły średnio dla wszystkich ruchów 10,7 N, niż podczas jazdy 7,4 N. Jednak warto zauważyć, że na lonży podczas skrętów i ruchu na wprost siła wynosiła około 5 N, ale już przy zatrzymaniach aż 25 N. Natomiast przy jeździe zatrzymania były na poziomie około 15 N, stąd też takie różnice lonża vs jazda w ogólnej wartości średniej. Co ciekawe podczas jazdy lewa wodza działała dwa razy silniej przy skręcie w lewo, a prawa przy skręcie w prawo, czyli jeźdźcy używali do skrętu wodzy wewnętrznej? Porównywanie tych dwóch wyników nie ma sensu, bo sama waga wodzy do lonżowania i jazdy różni się, a kto kiedyś pracował na dwóch wodzach ten wie jaka to trudna sztuka i jednak odległość od pyska konia do ręki jeźdźca jest znacznie większa niż jak siedzi się wygodnie w siodle, do tego w siodle mamy punkty styczne do układu ruchu konia, mamy do dyspozycji dodatkowe pomoce (dosiad i łydki), na lonży dochodzi tarcie o boki i zad konia, do tego trzeba zgrać swoje bieganie z ruchem konia, naprawdę trudna sprawa by utrzymać stały, delikatny, elastyczny kontakt, dlatego szacunek dla wszystkich dobrze pracujących w ten sposób. Na koniec warto powtórzyć, że lonżowała tylko jedna osoba, do tego na takim samym sprzęcie wszystkie konie (ogłowie z pojedynczo łamanym wędzidłem oliwkowym, bez nachrapnika), które jednak nie były zapoznane z pracą na dwóch wodzach, a połowa na co dzień jeździła na kantarku. Natomiast podczas jazdy konie testowało 3 różnych jeźdźców i do tego w różnych konfiguracjach sprzętowych – okazało się, że nie było różnic w sile działania wodzy przy jeździe na kantarku i na wędzidle. Nie sprzęt, a petent!

Nie wiem czy w to uwierzycie, ale amerykańscy naukowcy wykazali, że wraz ze zwiększającym się napięciem wodzy zwiększa się poziom stresu u koni [8]! Szok i niedowierzanie. Badacze testowali trzy różne wędzidła u sześciu koni i okazało się, że to nie rodzaj wędzidła, a wartość wywieranej siły miała wpływ na to jak często występowały objawy „niezadowolenia” u koni. W badaniu wideofluoroskopowym nagrywano co się dzieje w pysku konia podczas gdy włożono mu najzwyklejsze pojedynczo łamane wędzidło, podwójnie łamanego Sprengera KK Ultra czy wędzidło Myler comfort snaffle. Najpierw testowano co się stanie gdy wodze były luźne, a następnie dodano dwustronne napięcie wodzy o sile 25 +/- 5 N (całkiem sporo). Nagrania analizowano pod kątem wystąpienia takich zachowań jak spokojny pysk, delikatne przeżuwanie wędzidła, cofanie języka, podnoszenie wędzidła językiem czy przekładanie języka nad wędzidło. Badanie to wykazało znaczny wzrost ruchów języka w odpowiedzi na statyczne napięcie wodzy. Ruchy te obejmowały zarówno przeżuwanie, co jest uważane za pożądane zachowanie, ale również cofanie i przekładanie języka nad wędzidło, które są uważane za opór. Pomimo oczywistych różnic w mechanicznym działaniu tych trzech rodzajów wędzideł, wzorce zachowań nie różniły się między nimi, ale były specyficzne dla poszczególnych koni. Ruchy językiem są wykorzystywane przez konie instynktownie w celu zmniejszenia nacisku na wrażliwe tkanki. Nie potrzeba badań by naocznie zauważyć zbyt silne działanie ręki, bo koń w pierwszej linii obrony będzie otwierał pysk… no chyba, że nachrapnik jest zaciśnięty aż kości trzeszczą (o nachrapnikach – TUTAJ). Idąc dalej tą ścieżką wydeptaną przez „miłośników koni” dochodzimy do jazdy na zbyt krótkich wodzach przez niedoświadczonych jeźdźców, którzy w ten sposób próbują „zbierać” konia. 17 koni ujeżdżeniowych prezentowało pod swoimi jeźdźcami program w klasie P lub N (w zależności od ich umiejętności) dwukrotnie na normalnej dla danej pary długości wodzy (średnio 79 cm), a następnie dwa razy z wodzami skróconymi o 10 cm. Mierzono tętno, napięcie wodzy, długość kroków i oceniano zachowanie koni. Skrócenie wodzy o 10 cm spowodowało skrócenie kroków w stępie o 15 cm, w kłusie o 30 cm i zwiększenie napięcia wodzy aż o 10 N, co koresponduje z dołożeniem kilograma do końskiej paszczy. Długość szyi mierzona od potylicy o kłębu (99 cm) i częstość rytmu serca nie zmieniły się, ale przy krótszych wodzach konie przeżuwały rzadziej wędzidło, częściej otwierały pysk, znacznie częściej machały ogonem, trzymały uszy do tyłu i płasko wklejone w potylicę, czysta radość, tęcza, wata cukrowa i żelki Haribo. Dodatkowo przy krótszych wodzach konie znacznie częściej były trochę (28% vs 18,9%) lub zdecydowanie za pionem (10% vs 1,6%) w porównaniu do normalnej długości wodzy [9].

  1. Ile Newtonów jest jeszcze okej dla konia?

Pan Henry Wynmalen (1889-1964) w jednej ze swoich książek pisze , że kontakt powinien ważyć tyle co wodze, czyli około 200 gramów (0,2 N)… [10]. Tyle waży na przykład kostka masła czy mały jogurt. Czy może być mniej? Zakładając głowę +/- w pionie, czyli wędzidło wisi na pasku policzkowym połączonym z nagłówkiem, więc jego wagę możemy wyeliminować, ale wodze są poniżej naszych rąk, więc ich ciężar jest takim bazowym od którego zaczynamy? A jak w stępie swobodnym trzymamy wodze za sprzączkę to wtedy też kontakt to waga wodzy? A jak wodze leżą na kłębie to przecież część masy leży na kłębie a nie w pysku i do tego tarcie o szyję… Bo przecież rzucona wodza w ujeżdżeniu oznacza brak kontaktu… zobaczmy co powie na ten temat nauka.

Spróbujmy wyeliminować czynnik ludzki, żeby sprawdzić ile konie udźwigną w paszczy na własne końskie życzenie… Zespół pod wodzą dr Clayton [11] użył do tego niecnego planu specyficznych „wypinaczy” wykonanych z trzech różnych materiałów każdy o innej elastyczności (nierozciągliwy łańcuszek i dwie taśmy Thera-band, jedna o oporze przy całkowitym naprężeniu około 25 kg i druga najbardziej rozciągliwa o oporze około 9,5 kg). Wypinacze zamontowano do najwyższego kółka na pasie od lonżowania, by uzyskać kąt zbliżony do kąta działania ręki na trzech różnych długościach: neutralnej, którą ustalono dla każdego konia gdy stał rozluźniony, długiej (+10 cm) i krótkiej (-10 cm). Badanie polegało na kłusowaniu po prostej doświadczonych śr. 14-letnich koni (n=8) w dziewięciu kombinacjach (3 długości i 3 rodzaje materiału) przez jakieś 30-40 metrów, aby uzyskać minimum 3 sekundy pomiarów. Cóż się okazało? Im krótsze wypinacze tym więcej Niutonów. Bez różnicy dla użytych materiałów średnie wartości siły dla najkrótszych wypinaczy wyniosły około 9-10 N, o długości neutralnej 4-5 N i najdłuższych 2-3 N. Natomiast biorąc pod uwagę najwyższe rejestrowane wartości siły to użyty materiał miał znaczenie, bo w przypadku najkrótszych wypinaczy i nieelastycznego łańcuszka było to 30 N, dla średniorozciągliwej taśmy 16 N i 12 N dla tej najbardziej rozciągliwej… Czyli średnio w opinii tych konkretnych koni do kilograma na jednej wodzy jeszcze ujdzie…

A teraz weźmy pod lupę 15 surowych dwuletnich duńskich gorących klaczek [12]. Najpierw przez 5 dni klacze przyzwyczajały się do wędzidła, ogłowia i aparatury pomiarowej. Pomiary robiono w boksie 3×3 metry gdzie zamontowano metalowy pręt nad którym koń wyciągał szyję by otrzymać nagrodę z wiadra. Koniom zmierzono długość szyi i ustalono, że podczas sesji kontrolnej wodze mają być tak luźne by nawet przy maksymalnym wyciągnięciu szyi nie powstało żadne napięcie na pysku konia. Krótkie wodze ustalono przy normalnej pozycji szyi konia i lekkim kontakcie, a średnia długość wodzy została ustalona dokładnie pomiędzy dwoma wcześniejszymi pomiarami. Przez trzy dni badania klacze codziennie miały cztery jednominutowe sesje w kolejności: kontrola (luźne wodze), wodze średnie, wodze krótkie i na końcu znów kontrola. Eksperymentator stał z wiaderkiem z jedzeniem przed koniem i zachęcał do wyciągnięcia szyi w przód nad drągiem. Jak klaczy udało się dosięgnąć do wiaderka to jadła przez 10 sekund, potem badacz odsuwał dalej wiaderko i znów zachęcał do wyciągania głowy w przód, jeśli klacz nie chciała dalej się rozciągać to skracał dystans by umożliwić uzyskanie nagrody. Oczywiście wszystko filmowano, mierzono siłę na wodzach, oceniano zachowanie i zmienność rytmu serca. No i co tam wyszło? Ciekawe, bo te młode i naiwne (naive, hehehe) klaczki wkładały zaskakująco sporo Niutonów w dążność do pożywienia (momentami aż do 40 N!), ale zamiast spodziewanego zjawiska habituacji (wpis o habituacji znajdziesz TUTAJ), w kolejnych dniach raczej unikały nacisku a nie przyzwyczajały się do niego… Średni pomiar siły dnia pierwszego badania wyniósł 10,2 N, drugiego 6,0 N i trzeciego 5,7 N. W pierwszych i ostatnich sesjach kontrolnych konie tak samo chętnie wyciągały głowy po smakołyki, czyli nauczyły się, że przy krótkich i średnich wodzach lepiej unikać nacisku niż się na nich opierać. Kojarzycie młode koni i chowanie się za wędzidło? Ponadto w sesji gdzie wodze były najkrótsze zarejestrowano najwięcej zachowań konfliktowych i oczywiście największe wartości siły. W badaniu Warren-Smith [7] wartości siły były bardzo podobne (7,4 N podczas jazdy i 10,7 N podczas lonżowania), ale tam udział brały doświadczone ujeżdżone konie (śr. 13 lat) i autorka sugerowała, że takie napięcie nie było nadmierne, bo konie nie wykazywały zachowań konfliktowych/obronnych. Pytanie czy w treningu doszło do habituacji czy może przez lata treningu konie były karane za zachowania konfliktowe i nauczyły się ich nie pokazywać? Oczywiście pamiętajmy, że nie można przełożyć 1:1 badania surowych koni rozciągających się w stój po nagrodę do jazdy konnej gdzie dynamika ruchu robi swoje, no i dochodzi czynnik jeżdżcopochodny.

I właśnie w tym celu Piccolo i Kienapfel (2019) przeprowadzili swoje świeżutkie i pachnące niczym pszenna bułeczka doświadczenie [13]. W badaniu wzięło udział 13 koni, które najpierw puszczono na lonżownik w siodle i wypinaczach bez jeźdźca, a potem na hali w kółko jeździł na nich ich własny, prywatny jeździec. Siły badano na kole w trzech chodach, w dwie strony. Okazało się, że na wypinaczach (długość dopasowana tak, że koń miał głowę w pionie lub do 10 stopni przed pionem) koń z własnej woli wywierał siłę około 7,5 N na wędzidło, a w momencie gdy wsiadł na niego jeździec siła wynosiła średnio 24 N! O mateczko! Trzy razy więcej! Nie mówię, że te wyniki nie są możliwe, ale niestety badanie jest obarczone sporym błędem – nie możemy bezpośrednio porównywać tych wyników ze sobą. W przypadku wypinaczy zapiętych do boku konia, gdy czujnik jest pomiędzy wypinaczem a wędzidłem, kąt jaki tworzy linia wypinacza, przez wierzchołek którym jest wędzidło i następne ramie, które tworzą paski policzkowe wynosi plus-minus 90 stopni. Spójrzcie na kąt który tworzy przedramię jeźdźca i wodze z paskami policzkowymi przy takim samym ustawieniu głowy, i co wam wyszło? Bardzo na oko jest to około 45 stopni, w zależności od wysokości trzymania rąk im wyżej tym mniejszy kąt. Czujnik pracuje, rozciąga się w jednej płaszczyźnie, wzdłuż odcinka ręka-wędzidło lub zapięcie wypinacza-wędzidło, a jak przed chwilą ustaliliśmy położenie tych dwóch odcinków, wektorów się różni, więc zupełnie nie można porównywać tych wyników, bo ze względu na normalne oscylacje głowy (4-5 cm) występujące w kierunku góra-dół, siły dla jeźdźca przy takim kącie czujnika zawsze będą wyższe od czujnika na wypinaczu. Do tego zmieniono warunki doświadczenia – koń na lonżowniku jest naturalnie ograniczony przez jego ściany, a na dużej hali to jeździec odpowiadał za utrzymanie konia na kole. Nie chcę tłumaczyć tych jeźdźców, bo z pewnością to oni są winni tych Newtonów, ale musimy być czujni i pamiętajmy, że z nie do końca przemyślanego badania nie powinno się wyciągać nie do końca przemyślanych wniosków. Plusem badania jest ocena zachowania i tu na pewno jeździec dołożył do pieca, bo liczba zachowań konfliktowych w czasie minuty jazdy była pięć jazdy wyższa niż w trakcie biegania luzem. Zauważmy, że we wszystkich powyższych badaniach powtarza się wartość siły w granicach 5-10 N, gdy koń pomyka bez jeźdźca na grzbiecie…

  1. Równy czy na zewnętrznej?

W większości badań konie są klasyfikowane jako lewo-stronne, czyli patrzą częściej lewym okiem, podczas pasienia się wystawiają w przód lewą nogę, rozpoczynają ruch zazwyczaj lewą nogą i wolą galopować na lewo. Cała ta niesymetryczność koni jest dość trudną sprawą, bo wiecie ułożenie źrebaka w macicy, potem ten źrebak je trawę i wystawia jedną nóżkę chętniej, a potem okazuje się, że wszyscy w treningu bardzo chcą młodego konia wyprostować, a w badaniach wychodzi, że krzywizna zwiększa się wraz z wiekiem 😉 Ten temat nie dziś, bo dziś nas interesuje kontakt. Czy zawsze ma być równy? Czy jednak większy na zewnętrznej wodzy, czyli nierówny? Czy może to zależy? Żeby to sprawdzić siły połączyli niemieccy i angielscy naukowcy i zaprosili do badania jedenastu praworęcznych doświadczonych jeźdźców, których posadzono na prawo- i lewo-stronnego konia [14]. Nasi jeźdźcy mieli na jednym i drugim koniu pojeździć przez kilkanaście minut robiąc po 3 koła w stępie, kłusie, galopie na obie strony i zrobić 4 przejścia ze stępa do stój. Uogólniając koń lewy jeżdżony był na silniejszym kontakcie (1,45 kg) w porównaniu do prawego (1,09 kg), ale dla obydwu koni wartości siły były wyższe dla lewej wodzy niż prawej. Średnie wartości siły (niestety przeliczone na masę) dla stępa wyniosły 0,7 kg, dla kłusa 1,1 kg, galopu 1,65 kg, a w przejściach 1,62 kg. Pomijam już to nieszczęsne przeliczenie sił na kilogramy i to w publikacji naukowej (widząc to, kila moich neuronów popełniło samobójstwo), ale na domiar złego mamy tu tylko dwa konie, więc trochę wróżymy z fusów. Jednak 11 praworęcznych jeźdźców działających silniej lewą ręką ma większy sens, bo większe czucie i większa percepcja siły chwytu, większa kontrola, świadomość jest nad dominującą ręką, więc może ta lewa słabsza, mniej stabilna, mniej czuła, kompensuje swoje braki większą siłą działania? Jeździectwo to sport dwustronny, skoro koń ma galopować na dwie strony, to jeździec również musi ćwiczyć swoją słabszą stronę – piłeczki do ściskania w ruch, małe ciężarki i rozwijamy świadomość naszej słabszej połówki. Uwaga! Sprawdź się! Biegusiem do kuchni po dwie takie same filiżanki/szklanki/kubki – byle z uszkiem i byle można było czymś wypełnić. Do połowy nalej wodą i zacznij eksperyment. Najpierw chodzimy po prostej powoli, nie patrzymy na ręce, potem zaczynamy wprowadzać zmiany tempa i kierunku, nagły zwrot, zatrzymanie, cofanie, potem przysiad i wyskok. Zerknij co chwilę w dół i sprawdź czy jedna ręka nie jest niżej (ups!) lub co gorsze kubek jest pusty. A może jeden kubek wydaje się cięższy albo jedna ręka jest w słabszej kondycji od drugiej? Taki najzwyklejszy kubek wypełniony do połowy wodą waży około pół kilo, to niby nie dużo, ale jak trochę człowiek ponosi to rączka się męczy… Pochodźcie trochę z tymi kubkami i oceńcie tak szczerze czy wasz kontakt jak siedzicie na koniu jest lżejszy czy cięższy od tego kubkowego? Oczywiście teraz na scenę wchodzi najgorszy Mąż Świata, ukręcając łeb mojemu cudownemu ćwiczeniu: „bo odczucie kontaktu nie ma nic wspólnego z kubkiem i wodą, bo wektor jest inaczej skierowany, bo na kubek i wodę działa grawitacja (wektor w dół), więc odczucie jest zupełnie inne…” bla bla bla, co on tam wie, mimo iż nie jest to idealny przykład, uważam, że pokazuje nasze jeździeckie niedostatki. Kooooosioooor!

Co ciekawe w badaniu z udziałem 8 profesjonalnych jeźdźców (7 praworęcznych i 1 leworęczny) u wszystkich koni wyszło większe napięcie na prawej wodzy – średnio prawa 21 N, a lewa 19 N [15]. Gdy zmieniono definicję na wodzę wewnętrzną i zewnętrzną, okazało się, że w większości przypadków większe napięcie rejestrowano na wewnętrznej wodzy! O nie, a co z teorią wewnętrzna łydka – zewnętrzna wodza? Silniejsze działanie wewnętrznej wodzy było widoczne przy zakrętach i w chodach bocznych, bo w ten sposób jeźdźcy uzyskują ustawienie/zgięcie w zakręcie czy np. w ciągu, ale czemu na prostej? Oczywiście to wszystko jest baaaaaaardzo złożone, żeby móc wysnuć sobie wniosek „no to dziś jeździcie wszyscy od zewnętrznej łydki do wewnętrznej wodzy, hurraaaa”, bo zarówno jeźdźcy jak i konie są w różnym stopniu asymetryczni, ale w badaniu Warren-Smith też wyszło, że w zakręci w prawo jeźdźcy silniej działali prawą ręką, a w lewo lewą, hmmmm [x]. Mam was! Nie da się porównać tych badań i to, że w jednym wyszło silniejsze działanie lewej ręki a w drugim prawej jest jak najbardziej możliwe i się nie wyklucza. W pierwszym badaniu brały udział tylko dwa konie i 11 jeźdźców, którzy jeździli zarówno na jednym jak i na drugim, przez kilkanaście minut wykonując te same ruchy m.in. koła i zatrzymania. Natomiast w drugim 8 jeźdźców jeździło na trzech swoich koniach i sami decydowali o długości treningu i doborze ćwiczeń – sporo przejść chodów bocznych, a może przypadkiem wyszło im więcej kół na jedną stronę? Kto to wie, kto to wie, a jakby koń mógłby poruszać się tylko po prostej, to jak rozłoży się kontakt?

  1. Sztuczne konie w natarciu

Jest naprawdę wiele badań dotyczących kontaktu, i to z wykorzystaniem sztucznych koni – takich symulatorów, które idealnie wpasowują się w warunki laboratoryjne, bo może eliminując czynnik koński dowiemy się czegoś ciekawego na temat kontaktu od strony samego jeźdźca? Od dawna marzę o takim wypasionym symulatorze, który stałby w moim domu w salonie przed telewizorem, gdzie pod osłoną nocy mogłabym oglądać seriale i ujeżdżać tego niesfornego rumaka, nie robiąc krzywdy prawdziwym koniom, poczuciu estetyki ludzi patrzących na moje jeździectwo, ku chwale dosiadu! Jest tylko jeden malutki problem… cena tego ustrojstwa. Przypadkiem udało mi się zawrzeć kontrakt małżeński z człowiekiem wielu talentów Panem Inżynierem Konstruktorem Robotów, byłym zawodnikiem, znającym konie od podszewki. Za czasów narzeczeństwa nawet uśmiechnęłam się szeroko i poprosiłam o takiego konia w prezencie. Nawet policzyliśmy ile taki koń by kosztował, aleeee… na razie muszę się zadowolić takim zwykłym, bujanym z Tesco. Lajf ys brutal. Wracając do prawdziwej nauki, Hawson i wsp. (2014) badali 12 doświadczonych jeźdźców (10 praworęcznych i 2 mieszanych – ręka preferowana w zależności od zadania) na symulatorze w przejściach stęp-stój [16]. Jeźdźcy siedzieli sobie wygodnie na sztucznym koniu wyobrażając sobie jazdę na kontakcie, tak jak zawsze sobie pomykają i mieli na sygnał dźwiękowy wykonać przejścia ze stępa do stój w ilości dziesięciu co 20 sekund. Okazało się, że kontakt na lewej wodzy był znacznie silniejszy zarówno podczas samej „jazdy” (5,05 N) jak i przejść (8,58 N) w porównaniu do prawej wodzy (3,18 N i 6,24 N). Średni czas parady w przypadku obu wodzy wynosił około 3 sekund. Dokładnie sprawdzono, model konia był symetryczny, więc znowu wracamy do teorii, że może ta mniej czuła lewa ręka jest bardziej ciągnąca? Tu nie ma efektu konia, nie możemy powiedzieć, że modelowy koń kładł się na wodzach, nie ma też zakrętów i chodów bocznych – sztuczny koń jedzie cały czas na wprost. Autorzy sugerują, że w przypadku osób praworęcznych – lewa ręka pełni rolę stabilizującą gdy prawa jest tą manipulującą. Jest też inna teoria mówiąca, że działanie ręki „słabszej” (najczęściej lewej) jest bardziej zależne od czucia proprioceptywnego a preferowanej ręki (najczęściej prawej) od bodźców wzrokowych. W jeździe konnej więcej jest czucia, to i więcej używa się tej lewej… hmmmm. Zawiadująca prawą ręką lewa półkula mózgu odpowiada za zdolności manualne, np. za umiejętność rozpoznawania przedmiotów za pomocą dotyku, ale także za myślenie analityczne, potrzebne do planowania działań z użyciem przedmiotów. Twardy orzech, trudna sprawa, bolą zęby, ał.

A żeby było jeszcze weselej na scenę wchodzi nasza końska naukowa gwiazda, czyli fenomenalna dr Hilary Clayton [17]. Używając symulatora, który poruszał się w płaszczyźnie strzałkowej i dokładając do tego 22 początkujących jeźdźców (19 praworęcznych i 3 leworęcznych) badała kontakt na wodzach. Jeźdźcy mieli za zadanie wykonywać zatrzymania, kłus anglezowany i galop. Koń był z pewnością prosty, więc sprawdzano jak jeździec, jego asymetrie, dominująca ręka działają na kontakt. I co? U leworęcznych wyszło, że mocniej działają prawą ręką – wszystko się zgadza, ale u praworęcznych również wyszło silniejsze działanie prawej ręki (wszyscy średnio 7 N). O nie… Idę cicho szlochać w kąciku. Wyniki również zaskoczyły dr Clayton, bo jej hipoteza była oczywiście taka, że nie-dominująca ręka działa silniej. Najwięcej asymetrii w działaniu wodzami zanotowano w kłusie anglezowanym. W zatrzymaniach i galopie jeźdźcy siedzieli wygodnie równo na pupce – kontakt był wtedy prawie równy na dwóch wodzach, a anglezując trzeba było ruszyć zadek hop w górę. Przewaga prawej wodzy może być spowodowana asymetrią w dosiadzie jeźdźców lub asymetrycznymi wzorcami ruchowymi np. ruchem skrętnym górnej części ciała podczas anglezowania. Interesujące!

Guire i współpracownicy (2016) zrobili małą symulację w której 30 doświadczonych jeźdźców sprawdzało na sztucznym wytworze koniopodobnym symetrie obciążenia guzów kulszowych (dosiadu) i napięcia wodzy [18]. Okazało się, że mimo utrzymywania stałego i symetrycznego kontaktu (6,37 N lewa wodza, 6,38 N prawa) jeźdźcy siedzieli delikatnie mocniej obciążając lewą kość kulszową (2,22 N/cm2, prawa 1,88 N/cm2). Mimo zapewnień, że siedzieli równo na obu kościach, wcale tak nie było… Ach te krzywizny! Autorzy również spodziewali się asymetrii w działaniu wodzy, bo pasowała im hipoteza o istnieniu związku po przekątnej kość kulszowa-ręka: mocniej siedzę na lewej stronie i mocniej działam prawą wodzą lub na odwrót. Wniosek – najpierw wymagamy sprawności, symetrii, świadomości od siebie, potem prosimy o to samo konia.

Czasami mając mało danych, robiąc badanie pilotażowe lub na wczesnym jego stadium badacze jadą gdzieś na konferencję z plakatem lub publikują krótki abstrakt na 150-600 słów. To taka krótka forma, coś jak bladoróżowy macaroon z mielonych migdałów, który można połknąć na raz, skondensowana dawka informacji, ale niestety niepełna. W wielu przypadkach po publikacji takiego abstraktu autor publikuje całość swoich wyników w renomowanym czasopiśmie, ale równie często zdarza się, że taki cieniutki kawałek tortu jest jedynym czym możemy się pocieszyć. Podchodzimy do tego z dużym naukowym dystansem i ograniczonym zaufaniem do takich wyników. Jeżeli potem nasze wyniki nie są tak spektakularne jak nam się wydawało to abstrakt często zostaje jedyną pamiątką, taki tatuaż „Enrike forewa” na prawym pośladku po wakacjach na Tureckiej Riwierze… Ekhem.

No to lecimy z abstrakcikami z udziałem symulatorów. W badaniu Randle i wsp. okazało się, że 11 z 13 jeźdźców silniej działało prawą ręką [19]. Jeźdźcy mieli utrzymywać średni kontakt i sprawdzano czy rodzaj materiału z jakiego wykonano wodze ma wpływ na siłę kontaktu. Okazało się, że najsilniejszy kontakt jeźdźcy mieli na plecionych skórzanych wodzach, a słabszy na wodzach parcianych i gładkich skórzanych. W kolejnym badaniu Randle i Loy (2019) próbowały ustalić czy jest różnica w trzymaniu wodzy jedną a dwoma rękoma [20]. 20 doświadczonych amazonek kłusowało na symulatorze trzymając raz wodze w dwóch a potem w jednej ręce (ich dominującej). Nic specjalnego nie wyszło, czyli brak istotnych różnic między grupami, siły na poziomie 4-5 N. Zobaczcie, że najciekawsze jest to, że w kontrolowanej sytuacji na sztucznym koniu wyniki są zazwyczaj bardzo pozytywne – tylko kilka N…a potem wsiada się na prawdziwego rumaka iiiiii…

  1. Kontakt a różne dyscypliny

Czy klasyka i western różnią się co do siły kontaktu? Wyjątkowe badanie przeprowadzili niemieccy badacze bo udało im się stworzyć aż 93 kombinacje złożone z grupy 49 jeźdźców i 71 koni [21]. Można się było spodziewać, że styl angielski to ponad dwa razy silniejszy kontakt (13,1 N) w porównaniu do westernu (5,7 N), a do tego zmierzona siła różniła się w zależności od dyscypliny: skoki (19,7 N), ujeżdżenie (12,5 N), rekreacja (11,2 N), reining (6,5 N), cutting (5,3 N), all-round (4,9 N). Osoby, które oceniały swój kontakt jako bardzo silny, faktycznie taki kontakt miały (21,8 N), ale co ciekawe osoby oceniające swój kontakt jako lekki (9,2 N) trochę nie doceniały możliwości swoich rączek. Niestety jest to tylko krótki abstrakt, więc mało informacji o całej metodyce badania, ale jak się nie ma co się lubi… Tym razem Panie Kuhnke i von Borstel badały wpływ różnych wędzideł, ogłowi, sposobu trzymania wodzy na napięcie wodzy i reakcji punktów spustowych [22]. Znowu duże grupy: przejazdy westernowe (n=61) i klasyczne (n=46) wykonane przez grupę 65 jeźdźców i 88 koni w stępie, kłusie, galopie w dwie strony na zwykłych wędzidłach i munsztukach. Do tego oceniano 28 punktów spustowych dwustronnie i oceniano reakcję na nacisk (poziom reakcji 0-3). Średnia siła napięcia wodzy była najniższa dla prostego nachrapnika połączonego z munsztukiem (2,3 N) w porównaniu do zwykłych wędzideł w połączeniu z nachrapnikiem meksykańskim (4,5 N), bez nachrapnika (6,7 N), z prostym nachrapnikiem (9,2 N), z nachrapnikiem hanowerskim (10,2 N) oraz nachrapnikiem kombinowanym (z paskiem krzyżowym, skośnikiem – aż 14,7 N). Konie ocenione przez jeźdźców jako chodzące na stabilnym, równym kontakcie miały najbardziej symetryczną reakcję punktów spustowych w porównaniu do koni niestabilnych, gdzie reakcja była asymetryczna (prawa vs lewa strona).

  1. A może bez wędzidła?

Pierwsze z badań porównujące kontakt na ogłowiu bezwędzidłowym i wędzidłowym jest co najmniej dziwne, bo jeźdźcy na sztucznym koniu mieli wyobrazić sobie, że jadą na koniu na kontakcie na każdym z ogłowi: pojedynczo łamana oliwka, podwójnie łamane wędzidło z płaskim łącznikiem, pelham, wielokrążek z wodzami przypiętymi do dolnego kółka i ogłowie bezwędzidłowe w stylu dra Cook’a [23]. Dziesięciu jeźdźców miało wykonać przejście ze stępa do stój. Nie wykazano różnic w sile działania prawej i lewej wodzy, ale więcej siły zanotowano dla wędzidła pojedynczo i podwójnie łamanego w porównaniu do pelhamu, wielokrążka i ogłowie bezwędzidłowego. Jak na symulator przystało wartości siły były dość niskie od 1,92 N do 3,45 N, ale sytuacja jest nad wyraz sztuczna i pokazuje jedynie jak jeźdźcy postrzegają czy dane wędzidło jest „ostre” czy „łagodne”… Ogłowie bezwędzidłowe najprawdopodobniej nie było znane tym jeźdźcom, więc potraktowali je z automatu jako ostre podobnie jak pelham i wielokrążek… W kolejnym badaniu wzięto na ruszt porównanie różnych typów ogłowi bezwędzidłowych i zwykłego pojedynczo łamanego wędzidła [24]. 21 koni rekreacyjnych chodzących na co dzień na pojedynczym wędzidle dostało losowo ogłowia: (1) sidepull, (2) ogłowie dra Cook’a, (3) LG-Bridle, (4) Fred Rai Rope, (5) kantarek sznurkowy (halter) i (6) ogłowie z pojedynczo łamanym wędzidłem. Konie badano w stajni w stój i zachęcano za pomocą przysmaku by wyciągnęły łeb w przód naciągając w ten sposób siłomierz, pomiar powtarzano 9 razy dla każdej z kombinacji koń+ogłowie, czyli trzy razy dziennie test (minuta czasu) przez trzy dni i potem na tapetę następne ogłowie (6 różnych). Konie zimnokrwiste i kuce używały więcej siły by dostać się do jedzonka (43,9 N) w porównaniu do koni gorącokrwistych (28,6 N), wiek koni i kolejne powtórzenia nie miały wpływu na wynik. Okazało się, że konie aplikują podobną siłę na wszystkich rodzajach ogłowi (od 32,4 N- 38,9 N), jedynie w przypadku sidepull’a siła była mniejsza (26,7 N). Wyniki te wskazują, że bez różnicy dla stosowanego sprzętu konie „akceptują” podobne wartości siły wywieranej na głowę. Tyle samo siły do uzyskania takiego samego efektu bez względu na sprzęt, czyli jeździec u góry obojętnie z wędzidłem czy bez otrzyma podobny efekt działając z daną siłą… Jednak zwróćmy też uwagę na samą budowę tych ogłowi i gdzie przyłożona jest siła oraz na jaką powierzchnię. Nie mówię, że jedno jest lepsze od drugiego, bo trudno jest porównać wnętrze bolidu – wrażliwą unerwioną paszczę z zębami i umięśnionym językiem z jej karoserią czyli kością nosową i jej okolicą gdzie oprócz sierści, skórki, nerwów i kilku mięśni nie ma zbyt wiele poduszek amortyzujących. Side-pull w tym badaniu miał sztywniejszą i cieńszą część nosową więc siły rozkładały się na mniejszej powierzchni, możliwe że po przeliczeniu nacisk byłby podobny, co może świadczyć o podobnym progu tolerancji na nacisk (nie chcę pisać, że ból). Najbardziej martwią mnie te wartości w okolicach 30 N, bo nie wiem czy to błąd pomiarowy czy te 21 koni z rekreacji miało już taką znieczulicę w pysku L Wartości są 3 a nawet 6 razy wyższe niż w badaniach Christensen i Clayton! AŁA. W kolejnym abstrakcie możemy znaleźć porównanie sił działających na wędzidle i na ogłowiu bezwędzidłowym – konkretnie angielskim hackamore [25]. Sześć koni było jeżdżonych przez profesjonalnego skoczka zarówno na wędzidle jak i hackamore. Wszystkie konie miały do wykonania te same elementy: 15 minut rozgrzewki, potem 20-metrowe koła w stępie, kłusie i galopie na dwie strony oraz do przeskoczenia pojedyncza przeszkodę o wysokości 90 cm z lewej nogi trzykrotnie. Finalnie nie wykazano różnic (wartości siły od 10 N w stępie do 30 w skoku – znowu dużo!), więc temat należy dalej badać i drążyć, bo ogłowie bezwędzidłowe nie oznacza od razu „lepszej” i „milszej” opcji, bo najważniejsze kto trzyma brzytwę i jak nią goli!

  1. Związek małżeński – kontakt i chód

Szwedzkie badaczki Egenvall i Eisersio (2015, 2016) wypuściły serię publikacji dotyczących pomiaru kontaktu w różnych konfiguracjach treningowych [15, 26, 27, 28]. W pierwszym badaniu jakie bierzemy pod nóż przeanalizowały cały normlany trening – wszystkie sekwencje ruchowe [15]. 8 profesjonalnych jeźdźców każdy z trzema końmi (n=24) miało pokazać jak pracują na co dzień ze swoimi końmi – zarówno młodymi jak i doświadczonymi. Wykazano zależność napięcia wodzy od dosiadu w kłusie anglezowanym było znacznie niższe (16-17 N) niż w ćwiczebnym (20-23 N), podobnie wygląda sytuacja w galopie w półsiadzie (17-20 N) w porównaniu do galopu w pełnym siadzie (25-28 N). Może w przypadku siedzenia w siodle jeźdźcy pomagają sobie utrzymać równowagę na pysku konia? Może pełen dosiad ma zastosowanie przy trudniejszych ćwiczeniach, przy zbieraniu konia do kupy i roboty, a galop w półsiadzie i kłus anglezowany podczas rozprężenia na lżejszym kontakcie? Tylko czy jest to w zgodzie z jeździeckimi teoriami? Badacze zrobili jeszcze przeliczenie ze względu na poziom/wiek danego konia – konie młode, konie starsze na podstawowym poziomie i konie starsze na zaawansowanym poziomie. Okazało się, że zarówno u młodych koni jak i u zaawansowanych rejestrowane siły były wyższe niż u tych na podstawowym poziomie. No tak, bo młody koń to jeszcze nie wie o co kaman, dziduje, kładzie się na wodze, ucieka głową, odskakuje, nie wie jak poprawnie odpowiadać na działanie ręki, no a taki zaawansowany delikwent to ma większe wyzwania to więcej na ryjcu… Serio? A co zFEIowskim „light and consistent soft submissive contact”? W wyszkoleniu konia chyba dążymy do niewidocznych, minimalnych jak najdelikatniejszych pomocy, no halo, już zaczęłam się gotować, czy mi już się myli ze starości? Nic mi się myli, tutaj po prostu zbiory danych nieco się różniły stąd takie wyniki. Analizowano cały trening, więc wszystkie sekwencje ruchów, przejścia, konie młode pomykały więcej stępem, kłusikiem anglezowanym i galopkiem w półsiadzie, a te zaawansowane robiły dużo przejść, łopatki, ciągli, kłusy ćwiczebne i galopy – stąd ten wynik. Oczywiście to nie tłumaczy aż takich różnic i nadal pamiętajmy, że to badanie naukowe nie mówi jak jest dobrze, ono mówi jak jest i może po zapoznaniu się z wynikami warto coś zmienić, żeby było dobrze. Poza tym, wiecie jak to jest jeździć na pokaz? Taki jeździec w badaniu z doczepionym czujnikiem siły i wpatrzonym okiem kamery do tego z dziwakami w białych fartuchach, raczej nie podejdzie do tego na luzie i będzie jeździł jak zawsze za stodółką, tylko pytanie w którą stronę zafałszowały się wyniki – normalnie jeździ na mocniejszym czy na słabszym kontakcie? Będzie się starał by koń wyglądał z boku jak najlepiej, profi, cud, miód, więc tu dociśnie, tam pociągnie, łeb do klaty, czy może będzie pomykał w dwóch paluszkach co by na czujniku nie wyszło, że rączka w ścisku lepsza niż imadło? Who knows, who guess…

Dalej Szwedki poszły w analizę kontaktu w chodach – najpierw na tapetę stęp i kłus [26]. Znowu ci sami profesjonalni jeźdźcy, tym razem 6 każdy z trzema końmi (u dwóch pozostałych były problemy z synchronizacją sygnału, więc wywalono ich z analizy), znowu jeździli sobie jak to robią na co dzień, tylko oprócz pomiaru siły na wodzach konie dostały na głowę IMU, czyli dodatkowy czujnik który mierzy wychylenie łba (w stopniach) przed lub za pion (gwoli ścisłości w skład IMU wchodzi akcelerometr, żyroskop i magnetometr). No i jak głowa szła przed pion to rejestrowano większe wartości siły niż jak się chowała za pion – czyli albo jeździec nie podążał ręką za pyskiem lub świadomie nie pozwalał na wyjście w przód! Ponadto zaobserwowano cykliczność w działaniu ręką – najwyższe wartości siły zanotowano w kłusie w fazie zawieszenia a najniższe w fazie podparcia. W stępie najwyższe wartości siły w fazie podparcia zadniej kończyny. Takie wyniki są najpewniej spowodowane różnicą w zakresie ruchów odcinka piersiowego i lędźwiowego kręgosłupa u konia w stępie w porównaniu do kłusa. No i w kolejnych dwóch badaniach przechodzimy do galopu [27, 28], tutaj największe siły zarejestrowano zaraz przed rozpoczęciem fazy podparcia a najniższe w fazie lotu. Regularnie powtarzające się piki wartości sił w galopie (i nie tylko) są związane z mechanicznym efektem wynikającym z ruchu głowy i szyi konia, na które działają dwie magiczne siły grawitacja i bezwładność. Głowa z szyją (10 % masy ciała konia) i oscylacja pionowa w kłusie to 4-5 cm. Obniżanie szyi w stosunku do kłody jest pasywnie kontrolowane przez napięcie więzadła karkowego i aktywnie przez napięcie mięśni szyjnych (taki mięsień płatowaty szyi, splenius). U koni kłusujących bez ogłowia pik pojawia się w późniejszej części fazy podparcia po przekątnej co zbiega się z opuszczeniem głowy do jej najniższego punktu w tym ruchu. Gdy dołożymy jeźdźca na grzbiet dodatkowe piki pojawia się również w fazie zawieszenia co jest odwzorowaniem półparad. W galopie mamy jeden główny pik, który pojawia się w połowie fazy podparcia, gdy dwie nogi po przekątnej stoją na ziemi i również jest związany z obniżeniem głowy i szyi w tej fazie.

  1. Różne inne ciekawe badania

Tutaj dorzucę kilka badań, które jakoś nie pasowały do poprzednich podpunktów. Silna grupa badaczy (m.in. McGreevy i Clayton) zrobiła ciekawe badanie w którym sprawdzali czy wytok lub elastyczna wstawka w wodzach pomoże koniom rekreacyjnym radzić sobie z niedostatkami o niestabilnej ręce jeźdźców [29]. Cztery doświadczone arabki (śr. wieku 16 lat) chodzące w szkółce plus dziewięć początkujących studentek. Każdy jeździec siedział trzy razy na tym samym koniu – raz używając zwykłych wodzy, drugi raz wodzy z elastyczną wstawką i trzeci raz z założonym wytokiem. Ogólnie zarejestrowane siły wahały się w granicach 2-6 N, z okazjonalnie większymi wartościami 10-12 N, jeźdźcy nie mieli wskazówek jaki mają mieć kontakt. Średnia dla zwykłych i elastycznych wodzy wyniosła 3,5 N, a dla wytoku nieznacznie więcej, bo 4 N (dochodzi tarcie o kółka stąd ta nadwyżka). Ciekawą sprawą jest koń numer 2, dla którego u wszystkich 9 jeźdźców wartości siły były pi razy oko dwukrotnie wyższe niż u pozostałych trzech koni. Wszystkie te konie od 4 roku życia są w tym samym miejscu, prowadzone przez tych samych instruktorów, jeżdżone przez jeźdźców rekreacyjnych… dlaczego ten jeden się wyróżnia? Nie wiem, nie byłam, nie widziałam, nie jeździłam. Skoro efekt jeźdźca możemy pominąć, trzeba poszukać u konia: zakładam, że nie jest to kwestia „on lubi mocniejszy kontakt”, więc może coś go boli? Może coś nie tak ze sprzętem? Może jest z rodziny tych heja do przodu i początkujący jeździec próbuje się ratować ciągnąc za wodze? Możemy sobie gdybać. Niestety powtórzę raz jeszcze, dużym problemem wszystkich pomiarów siły czujnikami na wodzach jest problem z lokalizacją źródła siły – nie jesteśmy w stanie powiedzieć czy to koń ciągnie czy jeździec.

Była rekre, zobaczmy jak wyglądają sporty. Konig van Borstel i GliBman [30] sprawdzali jezdność w zakładach treningowych, czyli jak łatwo i przyjemnie jeździ się na młodziaku. 46 młodych koni (33 klacze i 13 ogierów) z trzech różnych zakładów treningowych badano dwukrotnie podczas próby ujeżdżeniowej. Jezdność jest oceniana subiektywnie zarówno przez jeźdźców jak i sędziów, którzy patrzą na rytm, elastyczność, przepuszczalność, eksterier, równowagę, reakcje na pomoce, przeżuwanie wędzidła, kontakt ręki z pyskiem i odczucia jeźdźca. Skala jest od 1 (bardzo słabo) do 10 (wybitnie). Średnie zarejestrowane wartości różniły się znacznie pomiędzy zakładami treningowymi, w pierwszym 9,1 N, a w drugim i trzecim odpowiednio 18,9 N i 21,7 N. Korelując wyniki z ocenami sędziów, okazało się, że im delikatniejszy i stabilniejszy kontakt tym wyższa ocena za jezdność (hipoteza – może sędzia cos widzi?). Może by dodać więcej obiektywizmu do subiektywnego dresażu trzeba wprowadzić takie urządzenia do pomiaru siły? Tylko wtedy mamy ryzyko, że schowany „pusty” koń dostanie lepsze noty niż taki z noskiem przed pionem lekko oparty na wędzidle. I tak źle i tak niedobrze. Może ocena kombinowana? Ciekawa jest rozbieżność w „kulturze jazdy” pomiędzy różnymi zakładami treningowymi… trafiają tam najlepsze niemieckie perełeczki, więc należałoby to wszystko wystandaryzować, a nie że jeden trener mówi „jedź na łapie”, a drugi „delikatna rączunia”. Ach ten czynnik ludzki, czy na górze czy na dole, zawsze mąci.

Na koniec z grubej rury, bo badanie przeprowadzone przez fizyków z jUKeja [31], którzy zrobili ogłowie z podwójnym czujnikiem, no bo przecież jak działamy ręką to wędzidło nie działa ono tylko na pysk, język, kąciki, podniebienie, ale też przez paski policzkowe wywiera nacisk na potylicę, zwłaszcza jak mamy do czynienia z dźwignią. Autorzy zdefiniowali pysk konia jako „ruchomy” punkt podparcia, bo w przypadku ideolo-teoretycznym bez problemu jesteśmy w stanie przeliczyć siłę na ramionach dźwigni, jednak konie mają mięsistość językową, która w całości wypełnia ich pysk i ta całą elastyczność układu trochę zaburza całe obliczenia, bo mamy opóźnienie czasowe i dekoherencje… Nasi badacze dali po jednym czujniku na wodzy i pasku policzkowym z prawej strony konia i badali różne wędzidła od najzwyklejszego, po takie z ruchomym kółkiem czy munsztuk. Mimo iż wędzidło ze zwykłym kółkiem nie powinno wywoływać wpływu na potylicę, bo brak tu dźwigni to przy działaniu siły na wodzę o wartości 20 N, czujnik policzkowy notował wartość 2,6 N… Oczywiście idealna dźwignia przenosiła by siłę 1:1, a w tym wypadku około 20% działającej siły na wędzidło przenosi się na potylicę. W przypadku wielokrążka w luźnym kółkiem i munsztuka przy 20 N na wodzach, zarejestrowano około 8 N działających na potylicę. Warto podkreślić, że w przypadku munsztuka zwiększanie siły na wodzach powyżej 8 N nie zwiększało siły na pasku policzkowym, tylko siła utrzymywała się nadal na stałym poziomie 8 N mimo iż na wodzach rosła do 20… Silniejsze działanie munsztuka powoduje jego rotację w pysku konia, tak że czanki ustawiają się prawie równolegle do podłoża i osiągają punkt w którym dalszy ruch rotacyjny nie jest możliwy, dodatkowo ograniczony przez łańcuszek pod brodą (właśnie w okolicach 8 N), więc wartość siły działającej na potylicę pozostaje taka sama, a zwiększa się tylko wartość działania na pysk. Bardzo ciekawe, bardzo.

  1. Podsumowując

To wszystko jest takie skomplikowane, złożone i oczywiście zależne od mnóstwa czynników. Nie chcę nikogo tłumaczyć czy rozgrzeszać, ale zanim powiemy, o jejku jejku skąd takie kosmiczne niutony weźmy pod uwagę masę konia, prędkość chodów z amplitudą ruchu, i nasze skromne powiewanie na wietrze niczym latawiec za tą górą mięśni J Łatwo jest powiedzieć, że mam idealną rękę i kręcić się stępikiem gdzie mamy komfort psychiczny kontroli nad sytuacją i z rozmysłem i wyczuciem elegancko oddajemy wodze, gorzej jak znajdziemy się w niebezpiecznej sytuacji i nasz koń dziko cwałuje w kierunku drogi szybkiego ruchu. I teraz zen, oddech, prr koniku, spokojnie, może to przeżyjemy… Wszyscy wiedzą, że nie ciągniemy za wodze, żeby zatrzymać konia, i nie powinniśmy doprowadzić do takiej sytuacji, ale jak to już się dzieje to chwytamy się naprawdę wszelkich sposobów by ratować nasze życie i życie naszego konia. Z drugiej strony pamiętajcie, że to w waszych rękach leży pysk waszego konia, tak delikatny, czuły, mięciutki jak brzuszek małej foki, tylko miło i miękko podążając, masując ten brzuszek możemy pokazać naszą miłość, przyjaźń, przywiązanie. Ach, aż czuję jak się wzruszam na konie.

I co z pytaniem, które zadaję od początku – ile powinien ważyć ten kontakt? Wspominana milion pięćset sto dziewięćset razy dr Hilary Clayton w wywiadzie dla Eurodressage [2] powiedziała, że podstawowy kontakt to około 500 gramów w każdej ręce, co może wzrosnąć przy półparadach i przejściach do 2-4 kilogramów… Czy tak jest? Nie wiem. Każdy koń jest inny, jest na innym etapie treningu itp. itd. Podałam wam wszystko co do tej pory nauka wytworzyła w temacie kontaktu, więc pewnie sami coś już sobie w głowie poukładaliście. Teraz do roboty i ćwiczyć czucie i wyczucie, plus niezależny dosiad – dla dobra naszych końskich czterokopytnych pluszaków! <3

Piśmiennictwo:

[1] Alizee Froment: https://www.youtube.com/watch?v=lVLZ4XJUK7Y

[2] http://www.eurodressage.com/2018/10/17/classical-training-how-much-weight-should-we-have-reins

[3] http://www.carlhester.co.uk/_shop/reins/carl-hester-fantastic-elastic-dressage-reins/

[4] Dumbell L., Lemon Ch., Williams J.: A systematic literature review to evaluate the tools and methods used to measure rein tension. Journal of Veterinary Behavior 2019, 29, 77-87. https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1558787817301235

[5] Jak zbudować miernik napięcia wodzy. Marie Eisersiö: How to build a rein tension meter https://stud.epsilon.slu.se/5719/7/eisersio_m_130614.pdf

[6] Clayton H.M, Singleton W.H., Lanovaz J.L., Cloud G.L.: Strain gauge measurement of rein tension during riding: a pilot study. Equine and Comparative Exercise Physiology, 2005, 2, 203–205.

[7] Warren-Smith A.K., Curtis R.A., Greetham L., McGreevy P.D.: Rein contact between horse and handler during specific equitation movements. Applied Animal Behaviour Science, 2007, 108, 157–169.

[8] Manfredi J.M., Rosenstein D., Lanovaz J.L., Nauwelaerts S., Clayton H.M.: Fluoroscopic study of oral behaviours in response to the presence of a bit and the effects of rein tension. Comparative Exercise Physiology, 2010, 6, 143–148.

[9] Ludewig A.K., Gauly M., Konig Von Borstel U.: Effect of shortened reins on rein tension, stress and discomfort behavior in dressage horses. Abstracts / Journal of Veterinary Behavior, 2013, 8, 15-16.

[10] Wynmalen, H., 1985. Dressage: A Study of the Finer Points of Riding. Wilshire Book Company, California.

[11] Clayton H.M., Larson B., Kaiser L.J., Lavagnino M.: Length and elasticity of side reins affect rein tension at trot. The Veterinary Journal, 2011, 188, 291-294.

[12] Christensen J.W., Zharkikh L., Antoine A., Malmkvist J.: Rein tension acceptance in young horses in a voluntary test situation. Equine vet. J. 2011, 43, 223-228.

[13] Piccolo L., Kienapfel K.: Voluntary Rein Tension in Horses When Moving Unridden in a Dressage Frame Compared with Ridden Tests of the Same Horses—A Pilot Study. Animals 2019, 9, 321, 1-10.

[14] Kuhnke S., Dumbell L., Gauly M., Johnson J.L., McDonald K., Konig von Borstel U.: A comparison of rein tension of the rider’s dominant and non-dominant hand and the influence of the horse’s laterality. Comparative Exercise Physiology, 2010, 1-7.

[15] Eisersiö M., Rhodin M., Roepstorff L., Egenvall A.: Rein tension in 8 professional riders during regular training sessions. Journal of Veterinary Behavior, 2015, 10, 419-426.

[16] Hawson L.A., Salvin H.E., McLean A.N., McGreevy P.D.: Riders’ application of rein tension for walk-to-halt transitions on a model horse. Journal of Veterinary Behavior, 2014, 9, 164-168.

[17] Clayton H.M., Smith B., Egenvall A.: Rein tension in novice riders when riding a horse symulator. Comparative Exercise Physiology, 2017, 13 (4): 237-242.

[18] Guire R., Fisher D., Fisher M., Mathie H.: Riders’ perception of symmetrical pressure on the ischial tuberosities and rein contact whilst sitting on a static object. Comparative Exercise Physiology, 2017; 13, 7-12.

[19] Randle H., Abbey A., Button L.: The effect of different rein types on the rein tension applied when taking up a ‘medium contact’. Journal of Veterinary Behavior Clinical Applications and Research, 2011, 6, 295.

[20] Randle H., Loy J.: One-or two- handed riding e does it makea difference? Abstracts / Journal of Veterinary Behavior 2019, 29, 156.

[21] Kuhnke S., König Von Borstel U.: Factors influencing the symmetry and magnitude of rein tension in english and western riding. Abstracts / Journal of Veterinary Behavior 2019, 29, 156.

[22] Kuhnke S., König Von Borstel U.: The effect of different bits, bridles and rein handling on rein tension and muscle trigger point reaction. Abstracts / Journal of Veterinary Behavior, 2019, 29, 151.

[23] Randle H., Wright H.: Rider perception of the severity of different types of bits and the bitless bridle using rein tensionometry. Abstracts / Journal of Veterinary Behavior, 2013, 8, 18.

[24] Vogt A., Kubiak M., Sauter H., Christensen J.W., König Von Borstel U.: Horses’ voluntary acceptance of rein tension with various bitless bridles compared to a single-jointed snaffle bit. Abstracts / Journal of Veterinary Behavior, 2019, 29, 152.

[25] Bye T.L., Walker R., Shaw-Webster C.A., Brewer D.: A preliminary investigation comparing rein tension between bitted and bitlessbridles. 2017, poster: https://www.researchgate.net/publication/313847493

[26] Egenvall A., Roepstorff L., Eisersiö M., Rhodin M., van Weeren R.: Stride‑related rein tension patterns in walk and trot in the ridden horse. Acta Vet Scand, 2015, 57:89, 1-10.

[27] Egenvall A., Eisersio M., Rhodin M., van Weeren R., Roepstorff L.: Rein tension during canter. Comparative Exercise Physiology, 2015, 11, 107-117.

[28] Egenvall A., Roepstorff L., Rhodin M., Eisersio M., Clayton H.M.: Maximum and minimum peaks in rein tension within canter strides. Journal of Veterinary Behavior, 2016, 63-71.

[29] Heleski C.R., McGreevy P.D., Kaiser L.J., Lavagnino M., Tans E., Bello N., Clayton H.M.: Effects on behaviour and rein tension on horses ridden with or without martingales and rein inserts. The Veterinary Journal, 2009, 181, 56–62.

[30] Konig von Borstel U., Glißman Ch.: Alternatives to Conventional Evaluation of Rideability in Horse Performance Tests: Suitability of Rein Tension and Behavioural Parameters. PLoS ONE, 2014, 9, 1-9.

[31] Cross G.H., Cheung M.K.P., Honey T.J., Pau M.K., Senior K.J.: Application of a Dual Force Sensor System to Characterize the Intrinsic Operation of Horse Bridles and Bits. Journal of Equine Veterinary Science, 2016, 1–7.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *